Przeprowadzka, śmieszne, moi rodzice postanowili się przeprowadzić ze względu na mnie. Rzadko to robiliśmy, tylko z ważnych powodów, a moja odmienność aż tak ważna nie była, wolałem poradzić sobie sam z tym. Jednak cieszę się, że chcą mnie wspierać. Mieszkamy teraz tutaj, na obrzeżach miasta przy lesie, który otacza miejscowość i ciągnie się kilometrami w każdą stronę. Kiedy dojechaliśmy na miejsce dowiedziałem się, że będzie z nami mieszkać moja ciocia, która również posiada jak to powiedzieli dar zmiany w wilka. Dar? Czy może klątwa? Dosyć byłem już inny od ludzi a to przeważyło wszystko. Całe życie starałem się dopasować i tak bardzo nie odstawać ale teraz to już niemożliwe. Nie pasuje do świata ludzi, co tu dużo mówić. Mam ochotę zniknąć do jednej z krain z moich snów i nigdy nie wrócić. Akurat to nie chce się spełnić! Przeżyłem rozpakowywanie i zwiedzanie miasta, ale załamałem się konkretnie kiedy kazali mi iść do lasu aby poznać kogoś podobnego do mnie, ponieważ jest tu kilka watah i stad. A po co? Aby nie uznali mnie za wroga. Pałętałem się bez celu po lesie, dziwnie tu było, czułem coś, jakby niepokój. Nagle ktoś wyskoczył zza drzewa, była to dziewczyna o fioletowych włosach i ciemnych jak noc oczach, w które chwile się wpatrywałem.
- Co tutaj robisz? - zapytała pierwsza.
- Wybacz jeżeli naruszyłem jakieś tereny bądź coś innego. - Spojrzała na mnie jak na kretyna. - No co? - zapytałem.
Ona jednak przypatrywali się czemuś co było obok mnie, spojrzałem tam gdzie dziewczyna, a tam było pełno mistycznych stworzeń z pyłu.
- Nie zwracaj uwagi proszę. - dodałem.
- Jak się nazywasz? - zapytała podchodząc nieco bliżej.
- Ka... Nachi. - uśmiechnąłem się i wyciągnąłem w jej stronę dłoń. - A ty?
- Kanachi? - zaśmiała się. - Jestem Juliett. - odwzajemniła gest.
- Jestem Nachi. Co tutaj robisz? - zapytałem.
- Przybyłam na tereny swojej starej watahy z sentymentu, rozpadła się i nie zostało po niej nic! - powiedziała teatralnie.
- To chyba przykre. - odparłem zbyt obojętnym tonem.
- Trochę tak. A ty co tutaj robisz?
- Zostałem zmuszony do szukania watahy czy czegoś w tym rodzaju. - Westchnąłem.
- To dobrze, wilki są stadne, samotność szybko zaczyna im doskwierać. - uśmiechnęła się.
Więc chyba nawet do świata wilków nie pasuje. Pomyślałem.
- Chyba już będę wracać, to cześć. - mruknąłem na odchodne.
- Przyjdź tutaj w nocy to może się jeszcze spotkamy! No i może pomożesz mi stado wskrzesić! - zawołała.
Chyba raczej nie. Pałętałem się po lesie aż trafiłem na ulice. Poszedłem wzdłuż niej aż trafiłem do miasta. Nie chciało mi się wracać do domu więc łaziłem tak bez celu uliczkami aby nikogo nie spotkać. Trafiłem jednak na szkołę, do której mnie zapisali. Podobno mają mnie tu nauczyć panowania nad mocami i tym podobne. Westchnąłem ciężko, a po chwili usłyszałem czyjeś kroki w moją stronę się kierujące.
Juliett? Wybacz początek raczej mi nie wychodzi X"D
