Po mimo iż widziałem jedynie na pięćdziesiąt metrów przed siebie bo reszta - im dalej - tym bardziej była rozmazana i niewyraźna.
jedna jaskinia wyglądała na niewielką z wąskim, jednak nie do przesady, wejściem. Rosły przy niej białe kwiatki, przypominające rumianek, jednak były o wiele większe. Były to srebrzyste margaretki - ulubione kwiaty mojej matki.
- Ta wygląda nieźle - stwierdziłem, wskazując na jaskinie po prawo. Uśmiechnąłem się delikatnie a wilczyca uspokoiła się odrobinę, nadal niepewna. To bardzo miłe z jej strony, że zaproponowała mi dołączenie do swojej watahy, chodź pewnie gdyby wiedziała czym jestem, nawet kijem by mnie nie dotknęła. Gdybym mógł czuć cokolwiek, pewnie poczułbym się głupio, że nie wyjaśniłem jej całej prawdy. Zaczęły mnie nękać jednak, wyrzuty sumienia. Sumienie jeszcze posiadałem, chodź i chyba ono niedługo przestanie się odzywać. Wadera była do prawdy ładna, fioletowe futro, otaczające jej poliki, falowało delikatne pod wpływem wiatru tańczącego w jej sierści.
- Dobrze, chodźmy dalej - powiedziała i pognała przodem, a ja ruszyłem za nią. Zachwycony otaczającymi mnie widokami, dałem odpocząć oczom. Kierowałem się pozostałymi, wyostrzonymi zmysłami za alfą. Jedna, po pewnym czasie, zbiegając po zalesionym zboczu, przewróciłem się i przeturlałem na sam dół, przy okazji przewracając i porywając w wir koziołkowania samą alfę która przestraszona pisnęła cicho. Gdy przeturlaliśmy się na sam dół, wstałem jako pierwszy i na chwiejąc się podszedłem do Yui, chciała wstać sama ale jej pomogłem. Spojrzała na mnie z ukosa i odeszła na bezpieczną odległość. Uśmiechnąłem się nie pewnie.
- Wiesz... mogłaś użyć jakiś swoich super mocy by uciec z tej pralki... - Użyłem dziwnego porównania, jednak trafnego. Nie byłem zdenerwowany, jak mogłem być, kiedy nie potrafiłem poczuć nawet radości. Ta pustka rozdzierała mnie od środka od paru lat, jednak to nie bolało... było zwyczajne jak delikatny dotyk skóry.
- Wiesz trudno użyć jednego z darów kiedy jest się nagle zaskoczonym i podciętym z wielkim pędem - powiedziała. Znieruchomiałem i wlepiłem swój wzrok w waderę. Cóż było z nią nie tak? Mówiła tak trafnie. A więc prawda i tak chciała wypłynąć na wierzch tak? Pokazać okropną prawdę o mnie. Zaśmiałem się, a Juliett spojrzała na mnie niepewnie, cofając się.
- Dary? - zaśmiałem się głośniej, jednak po chwili nagle spoważniałem. Nabierając wyrazu wilka bez uczuć. Martwego od środka. To było bardzo łatwo ujrzeć. - Powiedz to mojej siostrze.
Juliett? Przepraszam, że tak długo, brak weny.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz