sobota, 15 kwietnia 2017

Od Reimenth'a CD Tamary

    Spojrzałem na nią delikatnie się uśmiechając.
   - Ojciec przeprowadził się tu, rok po tym gdy zostawiła nas matka. To doprawdy urokliwe miasteczko, cieszę się, że znów mogę cię zobaczyć - powiedziałem. Chciałbym się cieszyć, stary ja pewnie by się cieszył. Czemu to wszystko jest takie porąbane?
   - Twoi rodzice się rozwiedli? Ale jak to... Przecież, matka była tą która najwięcej otaczała cię opieką...  - powiedziała, ożywiona, ze zdziwieniem, szukając jakiejkolwiek reakcji na mojej twarzy, jednak widniał na niej tylko ciepły uśmiech. Tak jak zawsze. - Masz z nią kontakt?
   - Nie, nasze kontakty się zerwały... Nie widujemy się... Ona zasługuje na nowe życie, zasługuje na to po tym co przeszła - przyznałem spoglądając przed siebie, przypominając sobie ciepły uśmiech matki. Nastała chwila ciszy. Dobrze wiedziałem, że Tamara teraz poczuła się odrobinę niepewnie. Kiedyś byłem wściekły na rodziców, że bardziej zajmują się Margaret niż mną. Jednak od roku, męczy mnie myśl, że to wcale nie była choroba. ni wiedzieli o tym, że Margaret miała umrzeć. Tylko zapomnieli. Wilczęta urodzone podczas pełni posiadają wiele mocy, dość potężnych. Jednak nic za darmo... Dobrze wiem, że niektóre po prostu od razu umierają albo umierają dużo wcześniej niż powinny. Czy to była cena? Czy była sprawiedliwa? Nie miałem pojęcia, właściwie nie chciałem wiedzieć. Spojrzałem dyskretnie na Tamarę. Myślała nad czymś, analizując dogłębnie. Chodź nie za dużo widziałem w niewyraźnym świetle latarni, stwierdzić, mogłem szczerze, że była śliczna. Jej twarz wydoroślała, wypiękniała. Chciałbym się cieszyć. Znów mam kogoś znajomego... Jednak co to zmieni. Nadal będę sobą... Martwym jednak cały czas żywym.
   - Ale, co z tobą... czy ty nie zasługujesz na wsparcie? - zapytała spoglądając mi prosto w oczy.
   - Ja już właściwe nie zasługuje na nic... Jedynie na śmierć... - uśmiechnąłem się. Nagle coś zaszeleściło. Obróciłem szybko głowę w tamtym kierunku. Z pomiędzy krzewów, wyłonił się napastnik.. z nożem. Śmieszne. Tamara poderwała się szybko, ja jednak nie zwlekając wstałem wyczekując na ruch mężczyzny.
   - Oddawać pieniądze - powiedział groźnie. Przewróciłam jedynie oczyma. Czemu akurat gdy spotykam starą przyjaciółkę, coś przeszkadza. Nie mogło by znaleźć sobie inną okazję? Tamara, warknęła i chciała już coś odpowiedzi. Sięgnęła do kieszeni, jednak stanąłem przed nią.
   - Patrz na mnie - szepnąłem jednak na tyle głośno by facet usłyszał. Uniosłem dłoń i rozprostowałem. Przesunąłem, przed oczyma tak by zakryć je na chwilę. Zmieniłem ich kolor. Zrobiłem jeszcze tak parę razy, po czym przybrały czarny kolor. Wraz z białkami, włosy również poczerniały.
   - Co do diabła! - Krzyknął i odsunął się przestraszony, gdy ja zacząłem przysuwać się do niego. - Nie zbliżaj się potworze! - Zawołał. Ja w odpowiedzi szybko podbiegłem do niego. Byłem o wiele wyższy. Przewróciłem go, ten wspierając się łokciami, patrzył na mnie przerażony oczyma otoczonymi czernią kominiarki. Uśmiechnąłem się.
   - Kto tu jest potworem? - Zapytałem. Napastnik przerażony wyczołgał się z pod, mojej nachylonej sylwetki. Wyprostowałem się i przywróciłem do poprzedniego wyglądu. Odwróciłem się w stronę Tamary, która, zasłoniła usta ręką patrząc na moje ramię. Ja również spojrzałem ciekawie. Tkwił w nim nóż.

Tamara? Niecodzienna sytuacja co?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

© Agata | WS
x x x x x x x.