czwartek, 13 kwietnia 2017

Od Juliett Cd Will

- Dobra, znudziło mi się. - przybrałam normalny wyraz twarzy i otarłam wymuszone przed chwilą łzy. Zerknęłam na siebie i stwierdziłam, że wyglądam żałośnie. W ułamku sekundy zamieniłam się w wilka.
- Czyżbyś nie mogła na siebie patrzeć? - prychnął śmiechem.
- Śmiej się, śmiej! W jaskini mam tylko czarną, wielką bluzę... a, ok. Potrafię się przecież teleportować. Mam nadzieję, że trafisz sam do jaskiń?
- Jeżeli nic nie pozmieniałaś...
- Tak więc, żegnaj! - na jego oczach zamieniłam się w kłębek dymu i zniknęłam, już po chwili pojawiając się pośrodku mojego pokoju.
Nie spędzałam tutaj zbyt wiele czasu, jednak to miejsce było dla mnie dość szczególnie wyjątkowe. Na ścianach pomieszczenia wisiały najróżniejsze gitary, których łącznie było 7. W rogu pokoju stała wiolonczela, teraz już pokryta cienką warstwą kurzu. Na biurku znajdowały się najróżniejsze statuetki i wyróżnienia oraz moje zdjęcia z zawodów jeździeckich. Dużo się tego uzbierało.
 Dopiero teraz zauważyłam, jak wielka ulewa panuje na zewnątrz. Wiatr poruszał gałęziami drzew, które właśnie wypuszczały pierwsze listki, a krople deszczu niemiłosiernie bombardowały szyby.
Przydałaby się burza. Po burzy wszystko się zmienia.
Zrzuciłam z siebie zmoczone ubrania i od razu skierowałam się do łazienki. Wzięłam długi, gorący prysznic i dokładnie umyłam włosy, po czym owinięta ręcznikiem powróciłam do mojego pokoju. Założyłam na siebie czarne rurki oraz długą, nieco za dużą czarną bluzę z kapturem. Wysuszyłam włosy i rozczesałam je dokładnie oraz zrobiłam delikatny makijaż. Patrząc na instrumenty, nie mogłam opuścić mieszkania nawet ich nie dotykając. Jak zahipnotyzowana podeszłam do białej wiolonczeli. Ułożyłam ją sobie między kolanami, podwinęłam rękawy bluzy i pewnie chwyciłam za smyczek. Gdy tylko zagrałam pierwsze dźwięki, od razu się odprężyłam. Nawet pierwszy, przypadkowy utwór po takim czasie potrafił wzbudzić we mnie silne emocje.
Tak jak przypuszczałam, skończyłam grać dopiero pół godziny później. Obawiałam się poniekąd, że Will przez ten czas zdążył już wszystkich odstraszyć i zrobić z mojej watahy melinę. A co tam!
Zostawiając wszystko na swoim miejscu w ułamku sekundy z powrotem przeniosłam się do lasu, na tereny SLK.
- Will? - rozejrzałam się dokładnie, lecz nigdzie go nie było.
- Tu jestem! - jego głos dochodził gdzieś z głębi ziemi. Co on tam do cholery robił?
- Gdzie ty jesteś?
- Na dole, wpadłem do ścieków!
Westchnęłam ciężko. Nie miałam nawet pojęcia, że w środku lasu znajdują się ścieki.
Trochę czasu zajęło mi znalezienie wejścia, ale ostatecznie udało mi się dotrzeć do basiora.
- Wyciągnij mnie stąd, bo zaraz się uduszę - jęknął. Faktycznie, śmierdziało tutaj niemiłosiernie.
- Jak ty tu wlazłeś? - wciąż nie mogłam wyjść z podziwu. Basior był ode mnie o wiele większy, więc jak przecisnął się przez dziury, przez które ledwo ja sama się przedostałam?
- Nie gadaj, tylko mnie wyciągnij!
Zakaszlałam krótko, po czym jakimś cudem udało mi się zarzucić na swój grzbiet cielsko Will'a. Już po chwili ponownie znaleźliśmy się przed jaskiniami.

Will?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

© Agata | WS
x x x x x x x.