niedziela, 9 kwietnia 2017

Od Juliett Cd Reimenth

Moja radość nie miała granic, gdy do mojej watahy dołączyli pierwsi członkowie. Niestety, nigdzie nie widziałam moich starych żuli spod biedronki. Ciekawe, gdzie ich wywiało... mam nadzieję, że nie za daleko, bo wtedy mogliby się w ogóle nie dowiedzieć, że wataha powróciła do życia. A tego bym nie chciała.
Teraz, jako alfa, miałam wiele dodatkowych zajęć. Musiałam wszystkiego dopilnować, dbać o bezpieczeństwo słabszych i tak dalej mając dopiero co ukończone 16 lat. Dość dużo jak na jedną osóbkę, nieprawdaż?
Ech, Anel zrobiłaby to lepiej... gdyby tylko tutaj była...
No ale nic, chciałam odnowić watahę, to teraz mam. I nie pozwolę tym razem, żeby upadła po niecałym miesiącu funkcjonowania.
Widząc dość sporych rozmiarów drzewo liściaste, w które omal nie weszłam, zamieniłam się w człowieka i zaczęłam wspinać się po jego gałęziach. Uwielbiałam wspinać się po drzewach. Od kiedy pamiętam, spacery do lasu i przesiadywanie w koronach tych roślin godzinami były moją codzienną, przyjemną rutyną. Zdarzało się, że zrywałam się z lekcji, żeby tylko czym prędzej powrócić na łono natury i próbować oswajać dzikie zwierzęta.
Miesiąc po wykryciu u mnie białaczki przemieniłam się po raz pierwszy, a jaki był to zbieg okoliczności, że moja przemiana nastąpiła o północy podczas pełni. Starsze wilki, które mi wtedy pomagały, mówiły, że podczas przemiany blask księżyca sprawił, że posiadłam więcej niż 3 moce. Coś takiego ich zdaniem zdarzało się bardzo rzadko.
Mimo ich gorączkowych dyskusji na ten temat nigdy nie czułam się jakoś wyróżniona, bo tak na prawdę miałam już styczność z wilkami urodzonymi w czasie pełni. Tak samo jak ja posiedli więcej zdolności, i nie było ich aż tak dramatycznie mało.
Zatrzymałam się na jednej z gałęzi i usiadłam na niej, opierając głowę o chłodny pień. Siedziałam w takiej pozycji przez dłuższą chwilę, aż w końcu w dole usłyszałam czyjeś kroki.
Ostrożnie wychyliłam się, spoglądając w dół, ale nikogo nie zauważyłam. Tym samym do moich uszu przestały dochodzić odgłosy stąpania.
Niemal bezszelestnie zeszłam na sam dół drzewa. Jeszcze raz rozejrzałam się, wzrokiem natrafiając na obcego mi, niemalże białowłosego chłopaka. Siedział na kamieniu znajdującym się około pięciu metrów dalej, i chyba jeszcze mnie nie zauważył. Intensywnie nad czymś rozmyślał, ale jak na razie nie zamierzałam tykać się jego umysłu.
Nie miałam nawet pojęcia, czy jest jednym z nas. A tego trzeba było pilnować, ponieważ nikt z zewnątrz nie miał prawa wiedzieć o naszym istnieniu. To mogłoby wywołać skandal na skalę światową.
- Khem khem, kim jesteś? - powiedziałam cicho, ale na tyle, by nieznajomy mógł usłyszeć mój głos.
Uniósł głowę, a jego wzrok po chwili zatrzymał się na mojej osobie.
- O to samo mógłbym zapytać ciebie. - stwierdził unosząc brew.
Wbrew swojej woli zaśmiałam się. No no, sprytnie.
- Jestem Juliett, ale możesz mówić mi Yui. No, to teraz ty. - kąciki moich ust uniosły się w zadziornym uśmieszku.

Reimenth?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

© Agata | WS
x x x x x x x.