poniedziałek, 17 kwietnia 2017

Od Reimentha CD Juliett

   Stałem chwilę jeszcze przed jej jaskinią, powoli układając sobie w głowie każdą sekundę tego dnia. Trwało to jednak chwilę. Odwróciłem się i chwiejnym krokiem ruszyłem w stronę domu. Moje cało było wykończone. Jakimś cudem dotarłem do domu. Stwierdziłem, że niestety ale zbyt wielki nieporządek tu panował ostatnimi czasy. Posprzątałem tylko tyle ile byłem na siłach, zajrzałem do ojca by sprawdzić czy wszystko z nim dobrze. Potem półprzytomny wdrapałem się po schodach do swojego pokoju i padłem po prostu na dywan. Nie miałem siły. Po prostu, dywan wydawał się teraz naprawdę przyjemniejszą opcją od starej rozpadającej się pryczy.
   Obudził mnie ból karku i ciepłe promienie słońca wpadające przez okno. Było dość wcześnie, słońce dopiero co jarzyło się czerwienią na horyzoncie. Kolejny dzień, kolejnego tygodnia, w kolejnym miesiącu. Który mamy dzień? Powinienem iść do szkoły? Może jest teraz wolne. Nie mam pojęcia, jednak nie tracę dużo. Zazwyczaj nadrabiam wszystko w bardzo szybkim tempie. Przynajmniej to zostało z ,,dawnego mnie''. Na początek prysznic, nowe czyste ubrania. Kiedyś wprawiało mnie to w dobry nastrój, teraz jedynie Dobrym pomysłem było by zobaczyć jak czuje się Yui i przy okazji zmienić jej opatrunek. Wydaje się na prawdę bardzo emocjonalną dziewczyna.
   Po codziennej rutynie w łazience, zbiegłem po schodach ignorując ból i zmęczenie. Może właśnie to, że ignorowałem wszystkie objawy sprawiło, że doprowadziłem się do takiego stanu. Zresztą nie ważne. Teraz jest to nieistotne. Zajrzałem do lodówki, była praktycznie pusta, paczka żelków, dzień do terminie. Co tu robią żelki? Nie pamiętam, może wziąłem je przy okazji jak byłem w sklepie. Dwa jajka, jakaś szynka... resztki masła. Jak wszędzie i tu pełno było alkoholu. Zdałem sobie sprawę, że jestem głodny, jednak ja zjem później. Szybko uwinąłem się z jajecznicą dla ojca i zrobiłem mu kawę. Tą którą pił jeszcze gdy Margaret żyła. Była droga dlatego przestał ją kupować, jednak ja postanowiłem wydać trochę moich oszczędności. Nie wiem, czy to go zaboli... jestem tylko człowiekiem, popełniam błędy, chce tylko sprawić komuś radość. Wziąłem, żelki i zabrałem z apteczki małe podręczne pudełko, zaopatrzone w opatrunki i środki do dezynfekowania ran. Było to pudełko matki które zawsze ze sobą nosiła. Tylko to mi po niej zostało oprócz gasnących wspomnień. Może w końcu się przyda. W korytarzu spakowałem te rzeczy do małego, zakurzonego plecaka i ruszyłem w stronę jaskini alfy.
   Gdy znalazłem się na miejscu, usiadłem na okrągłym kamieniu, rozprostowując nogi i przeciągając się leniwie. Promienie słońca padały na mnie, a ciepło rozpływało się po moim ciele. Wdałem z siebie pomruk zadowolenia, chodź nic takiego nie czułem, jednak może czułem ale nie dopuszczałem do siebie tego faktu?
   - Nawet sam na sam udajesz? - dobiegł mnie melodyjny głos Yui, spojrzałem w prawo gdzie stała dziewczyna. Nie wiedziałem co mówi wyraz jej twarzy. Rozbawiła ją moja postawa czy też jest zła? - A może tak naprawdę czujesz co? Tylko udajesz...
   - Nie, nic nie czuje - szybko stwierdziłem przerywając jej wypowiedź - jestem już tak wprawiony w moich oszustwach, że zapominam grać nawet gdy nie mam przed kim. Chodź istnieje teoria, że moje ciało nadal czuje tylko ja nie dopuszczam tego do świadomości - powiedziałem i przesunąłem się w bok zostawiając dziewczynie miejsce by również spoczęła. Po chwili ciszy usiadła.
   - Ja chciałam się zapytać... - widać, że walczyła ze sobą. Być może rozdarta była nad tym czy powinna zadać mi to pytanie.
   - Nie musisz mieć oporów, nie urazisz mnie przecież nie poczuje się dotknięty czy zawstydzony - uśmiechnąłem się mimowolnie.
   - Właściwe... zawsze nic nie czułeś? - zapytała wbijając spojrzenie w głąb lasu. Podążyłem jej śladami obserwując życie, szumiącego lasu.
   - Nie, nie od zawsze. Po śmierci mojej siostry, mój świat zaczął się powoli walić. Ból po jej utracie nie ustępował a z żadnej strony nie mogłem dostrzec wsparcia. Można by to porównać z rozbitkiem na statku. Dwójka dorosłych kłuci się w szalupie obarczając się nawzajem winą, a ja tonę. Nie widoczny. Im więcej krzyczałem, tym bardziej tłumili moje krzyki. Więc przestałem się odzywać. Dusiłem w sobie emocje, aż pewnego dnia obudziłem się i poczułem pustkę. Próbowałem robić wszystko, nic jednak nie działało. Znalazłem pomoc u jakiejś miłej terapeutki. Udałem się więc na terapię, żadne z rodziców nie chciało się udać tam ze mną... przeżywali swój własny horror. Im dłużej tam chodziłem, tym bardziej traciłem nadzieje na to by odzyskać możliwość odczuwania. Więc zacząłem kłamać, że jest dobrze. Nagle wszystko stało się łatwiejsze. Brak zbędnego tłumaczenia, inni nie musieli przejmować się  moim samopoczuciem. Często widziałem jak matka patrzyła na mnie z odrazą kiedy uśmiechałem się do niej. Jeszcze gdy była. Wszystko zrobiło obrót o sto osiemdziesiąt stopni, pogubiłem się. Ta... wiem to nie jest zbyt ciekawe. Spojrzałem w jej stronę. Po jej policzkach spłynęło parę łez. Zaciskała mocno pięści, chyba była zła. Westchnąłem i zrzuciłem plecak z ramion, otworzyłem go i wyciągnąłem pudełko z opatrunkami i paczkę żelków którą podałem dziewczynie. - Mam nadzieje, że nie będzie ci przeszkadzać to, że za pewne są twarde jak kamienie. - Wytarła szybko oczy i spojrzała na mnie zdziwiona. - Jak noga? Boli nadal? Mogę zmienić ci opatrunek?

Juliett?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

© Agata | WS
x x x x x x x.