Można powiedzieć, że wiedziałem gdzie idę, urokliwe otoczenie, wilgotny zapach lasu drażnił moje nozdrza, a delikatne promienie słońca przebijały się przez potężne korony drzew. Park? Las? Jakie miało to znaczenie? Było tu po prostu dożo drzew i cisza. Tego pragnąłem najbardziej. Po mimo pustki, cały czas czas otaczał mnie gwar niestłumionych myśli i obwiniający krzyk świata który mnie otaczał. Jednak tu było inaczej. Wiatr delikatnie muskał moje policzki i rozwiewał włosy na wszystkie strony, jakby bawił się nimi. Margaret też często psuła moje uczesanie szybkim ruchem ręki. Chciałbym powiedzieć, że to wspomnienie jest bolesne. Jednak nie wywoływało żydach emocji, było niewyraźne, rozmazane, czuć było ciepło radosnych chwil i gorycz łez tęsknoty, jednak dla mnie było to tylko wspomnienie. Bez wyrazu, jak każde inny. Czyżbym znów pogrążał się w tęsknocie za siostrą? Przecież prawie nie odczuwam jej braku, tylko... co ja właściwie czuje?
Znudzony wędrówką, przystanąłem pod dużym drzewem i opadłem na dość duży kamień. Wbiłem wzrok w nieokreślony punkt przed sobą, chwytając każdą chwilę tej błogiej ciszy. Nie trwała długo.
- Khem khem, kim jesteś? - usłyszałem przyjemny dziewczęcy głos. Odwróciłem się próbując wyglądać na jak najbardziej zaskoczonego. Ujrzałem ciemnooką dziewczynę z długimi prostymi włosami o nienaturalnej fioletowej barwie. Co jak co, jednak ja nie powinienem czepiać się dziwnym kolorom włosów. Jej przyjazny szeroki uśmiech roztaczał ciepło.
- O to samo mógłbym zapytać ciebie. - Wypalił, właściwe nie chciało mu się wysilać na nic innego. Dziewczyna zaśmiała się, a i on uśmiechnął się delikatnie. Była naprawdę ładna.
- Jestem Juliett, ale możesz mówić mi Yui. No, to teraz ty. -uśmiechnęła się zadziornie. gdzieś coś we mnie zatrzęsło się na myśl nowej znajomości, czy tego chciałem? Może jednak nie? Właściwie za bardzo nie wiem nawet czemu nadal trwam tu w tym miejscu. tfu, o czym ja mówię, ja nawet nie znam swojego ulubionego koloru.
- Reimenth, jednak myślę, że dla ciebie może być Rei - spojrzałem na nią uważnie przyglądając się reakcji, dziewczyna jednak nadal trwała w uśmiechu. Wyciągnąłem w jej stronę dłoń na powitanie, ona uścisnęła ją przyjaźnie. Jednak jej dłoń zbledła. O nie, tylko nie to. Jej dłoń od koniuszków palców, po nadgarstek zrobiła się jasno niebieska. Z przerażeniem spojrzała w moją stronę. Właściwie, przytrafiło mi się to już drugi raz w życiu, jednak nie w tak zauważalny sposób.
- Przepraszam! Nie wiem, właściwie jak to się stało! - powiedziałem, próbując naśladować jej zdziwienie, co wyszło moim zadaniem całkiem dobrze.
- Coś ty mi zrobił! - Zawołała, a ja podniosłem się zdając sobie sprawę, że nadal siedzę.
- Naprawdę, t-to nie moja wina! - zająknąłem się. Jednak wtedy zrozumiałem co się stało. Złapałem za jej niebieską dłoń która nagle wróciła do swojego poprzedniego koloru, zbliżyłem się niebezpiecznie do dziewczyny, schylając się i przybliżając swoją twarz do jej twarzy, bez żadnego wyrazu na twarzy, z taką samą pustką, jak robię to bez zbędnej gry uczuć. Ona również, wyczekiwała w napięciu dalszego obrotu zdarzeń.
-Urodzona podczas pełni, tak? - zapytałem.
Juliett? Tak się potwornie męczyłam ze zmianą osoby z trzeciej na pierwszą. Mam nadzieję, że jednak się podoba i nie wyszło sztucznie :3

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz