sobota, 15 kwietnia 2017

Od Tamary cd Hugo

Cóż za nie przewidziany i nie chciany zbieg okoliczności. Tamara miała plan sama odszukać watahę i do niej dołączyć, ale co jej szkodzi jeżeli potowarzyszy jej Hugo? Chyba miała dług wdzięczności u chłopaka. W końcu pomógł jej w opresji i w ostatecznym rozrachunku ocalił. Kiedy byli już przy jej domku, zatrzymała się i spojrzała z ukosa na chłopaka. Nadal była zdziwiona tym, jak bardzo podobał jej się kolor jego włosów. Potrząsnęła odruchowo głową, chcąc się opamiętać.
 - Tak więc... dziękuje że mnie odprowadziłeś i.. hm... jak ja mam ci się odwdzięczyć? - wydukała, a słowa ciężko przechodziły jej przez gardło.Chłopak popatrzył przed siebie i zmrużył oczy, pewnie udając, że myśli. Po dłuższej chwili odpowiedział, a wyglądał tak jakby go olśniło, lub coś odkrył.
 - Moglibyśmy iść baru... - zaczął, jednakże Tamara już to słysząc nie pozwoliła mu dokończyć.
 - Do kawiarni miałeś na myśli prawda? - uśmiechnęła się dodając do swojej wypowiedzi szczyptę ironii. Uśmiechnęła się chytrze, czekając na jego reakcje. Hugo westchnął ciężko, ale bardzo szybko oprzytomniał i sam uśmiechnął się niczym geniusz zła.
 - Dobra! Ale to ja wybieram ''kawiarnie'' - powiedział, kładąc nacisk na ostatnie słowo. Tamara wychwyciła podstęp, ale kiwnęła głową na znak zgody. Hugo dodał jeszcze dodatkowe informacje na temat miejsca i godziny spotkania. Dziewczyna machnęła mu dłonią na pożegnanie po czym każdy z nich wyruszył w swoją stronę.
 Tamara była pod wrażeniem tego, że zgodziła się na spotkanie i na dodatek sama to zaproponowała. Po raz kolejny zrugała sama siebie. Jedyne na co teraz miała ochotę to uwalenie się na łóżku co po kilku innych czynnościach w końcu wykonała.
***
Tamara czekała na swojego przyszłego towarzysza podróży już od co najmniej 20 minut i nadal go nie było a dziewczyna powoli zaczynała się niecierpliwić. Jeszcze chwilka a pójdzie sobie sama do kawiarni i sama będzie delektowała się pyszną, tak bardzo teraz upragnioną przez Tamare - kawą.
Nieszczęsny los chciał, że właśnie usłyszała za plecami wołający znajomy głos. Odwrócił się, by upewnić się, że to nowo poznany chłopak. Tak, to zdecydowanie był on. Jednakże chyba w du*ie miał to, że był spóźniony. Szedł sobie powoli uśmiechając się nonszalancko do dziewczyny, co ona totalnie zignorowała. Kiedy chłopak doszedł, przywitał się i ruszyli w stronę... kawiarni, zresztą tak jak myślała Tamara. Kierował już w ogóle nie znajome dla niej tereny miasta. Im dalej szli, w tym gorszą cześć miasteczka się zapuszczali. Dziewczyna spojrzała na niego lekko podirytowana tym faktem.
 - Tu... raczej nie ma kawiarni? - zapytała, a on tylko machnął ręką i uśmiechnął się.
 - Ha! Idziemy do baru, kawiarnia to dla mnie za grzeczne miejsce, zresztą kawiarnie o takiej wieczornej porze są zamykane - zaśmiał się. Tamara zgromiła go wzrokiem i miała nadzieje, że nie będzie musiała go wyciągać pijanego z knajpy. Niestety, jeszcze nie wiedziała co ją czeka.
***
 Dziewczyna poprosiła jeszcze jednego drinka, bo jak uznała, nie będzie mogła znieść tego na trzeźwo. Niestety, upicie się jakoś jej teraz nie wychodziło i nawet jakby bardzo chciała - miała za mocny łeb, lub zamawiała za słabe trunki. Spojrzała na swojego towarzysza, który siedział obok niej. Totalnie ją ignorował, ale toczył zażartą pseudo - dyskusje z także, chyba pijaną blondynką, której ślina ciekła na jego widok. Przyjrzała mu się uważniej. Faktycznie, był przystojny, ale Tamara podsumowała to wzruszeniem ramion i kolejnym łykiem drinka. Wzrok skierowała dalej na zegarek. Późno, bardzo późno. Dokończyła drinka i uderzyła z łokcia w bok chłopaka. Spojrzał na nią z wyrzutem, że mu przerywa rozmowę z jakże ''piękną'' kobietą.
 - Idziemy - skwitowała, wstała i wzięła pod rękę chłopaka, który wysłał buziaka nieznajomej. Przewróciła oczyma i skierowała się w stronę wyjścia.
Najgorsze jest to, że nie wie gdzie on mieszka. Kiedy to sobie uświadomiła przystanęła a jej wzrok wylądował na pobliskiej ławce. Może by tak go zostawić i mieć święty spokój? Trzymała przy tym chłopaka sztywno, nie dając mu uwalić się na chodniku. Westchnęła z litością i postanowiła go wziąć do domu.
***
Weszła do mieszkania i zapaliła światło. Co dziwne nie spotkała swojej matki, która powinna na nią czekać z pretensjami. Zastała jednakże kartkę na stole, na której była informacja, że wyjechali z Matt'em do cioci, która nagle zachorowała. Chcieli wziąć ją ze sobą, ale podobno nie odbierała telefonu. Wyjęła go z kieszeni i zobaczyła sześć nieodebranych połączeń. Chłopak zachwiał się nagle i prawie walną głową o blat kuchni, ale cudem tego uniknął, bo Tamara mocno go szarpnęła w górę.
Ledwo doszła z nim do kanapy i go na niej... położyła? Nie, raczej, uwaliła. Poprawiła noga, która wisiała bezwładnie. Westchnęła i sięgając w głębokie pokłady współczucia, czy też litości, postanowiła go przykryć kocem. Na stoliku obok, naszykowała szklankę wody i aspirynę na ból głowy. Po czym sama poszła wziąć odświeżający prysznic i runęła na łóżko, od razu zasypiając.

Hugo? Przepraszam, że takie denne, ale na nic lepszego nie miałam już weny - uciekła ode mnie :c

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

© Agata | WS
x x x x x x x.