Cały piątkowy ranek spędziłam na rozwieszaniu anonimowych plakatów. Robiłam to bardzo wcześnie w dodatku ubrana w długą, czarną, rozpinaną bluzę sięgającą trochę ponad kolano by mieć pewność, że nikt mnie nie rozpozna. W końcu zmasakrowałam w tej okolicy już paru ludzi, a jeden nawet gdzieś się zapodział (Rei do jasnej ciasnej?) i nie mogłam dopuścić by takie sieroty rozpowiedziały, że to ja organizuję grilla.
Chcesz się zabawić? Oderwać od nudnej codzienności? A może po prostu marzysz o darmowej wyżerce i schlaniu się w trupa? W takim razie przyjdź W SOBOTĘ O 18:00 na GRILLA w okolice opuszczonej CHATKI MYŚLIWSKIEJ.
Grubi ludzie mile widziani ( ͡° ͜ʖ ͡°)
W sobotnie popołudnie zaczęłam sprawdzać czy aby napewno wszystko jest cacy. Muszę mieć pewność, że gościom będzie na tyle dobrze, że zostaną tu na długo.
Mięso.
Najbardziej oczywista i zarazem najbardziej oczekiwana przez wygłodniałych nastolatków rzecz. Oczywiście miałam zorganizowaną kiełbasę, steki i szaszłyki, które przechowywałam w tajnej skrytce, pod panelami w chacie myśliwego. Ale chciałam czegoś więcej. Czegoś mocniejszego...
I wtedy ulicą przeszedł ON.
Wysoki chłopak, mniej więcej w moim wieku. Wyglądał bardzo młodo, jasna cera sprawiająca wrażenie delikatniej kłóciła się z jego oczami, wypełnionymi nieugiętością i siłą. Lekki wiatr bawił się kosmykami jego brązowych włosów. Po rysach twarzy i charakterystycznych oczach poznałam iż to Azjata.
Kuchnia azjatycka. To jest to.
W głowie pojawiły mi się rozmaite przepisy... Kurczak z curry, ryż, surowa ryba.
To ON.
ON będzie moim daniem głównym.
Oblizałam się po czym weszłam w głąb lasu. Widziałam, że Obiadek kieruje się właśnie w tą stronę by skorzystać ze skrótów prowadzących przez gęstwinę.
***
Cichutko poruszałam się między drzewami szeleszcząc nieraz liśćmi by wywołać większy niepokój u Obiadka. Co jakiś czas wybuchałam histerycznym, typowym dla wiedźmy z bajki, głosem po czym migiem go urywałam.
Z początku Azjata nie zwracał uwagi na te odgłosy. Z czasem jednak zaczął rozglądać się na boki bardziej zdziwiony niż przestraszony. Widziałam w jego oczach lekki niepokój aczkolwiek był on bardzo słaby. Twarda sztuka.
- Obiadku.... -wyszeptałam śpiewnie.
Chłopak zmarszczył brwi. Głosy zaczynały go irytować, bo najwyraźniej liczył na spokojny spacer i tyle. Nie miał dziś w planach zostać obiadkiem na moim grillu.
Jeszcze kilka razy wysyczałam pojedyncze słowa przez zaciśnięte zęby po czym widząc, że na nieznajomym nie robi to większego wrażenia zeskoczyłam z drzewa, na którym siedziałam, a pod którym ON akurat przechodził.
Azjata padł pod moim ciężarem na ziemię i uderzając głową o kamień stracił przytomność. Wiedziałam jednak, że nie na długo.
Zaciągnęłam facecika do chatki i ułożyłam na stole. Był dość ciężki, ale jako osoba, która targa ciała ofiar i rzuca w nie drzwiami samochodowymi, które sama wyrywa, byłam wprawiona. W szale przybywa mi siły i energii.
Przywiązałam ręce i nogi Azjaty do kantów stołu grubym sznurem i zajęłam się szukaniem przypraw.
- Chrzan, chrzan, chrzan... -zanuciłam wyciągając z półki słoik z jasnym, śmierdzącym gównem, którego nigdy nie lubiłam.
- Pieprz, pieprz, sól...
Blat kuchenny powoli zapełniał się słoikami. Postanowiłam też nafaszerować chłopaka kokainą by zapewnić gościom lepszą zabawę.
Podeszłam do stołu z ogórkiem kiszonym w ręce i zaczęłam smarować nim czoło nieprzytomnego.
Azjata jęczał coś przez sen, a gdy otworzyłam słoik z chrzanem, zmarszczył nos.
Musiałam zdjąć z niego koszulkę, ale nie zawracałam sobie głowy odwiązywaniem jego rąk. Po prostu zerwałam z niego materiał i zaczęłam smarować mu klatę jasną mazią.
Tae?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz