sobota, 15 kwietnia 2017

Od Zack'a do Raven

Otworzyłem oczy, ale w pokoju także panowała ciemność a światło jakie w nim było, dawała lampa uliczna. Spojrzałem na zegarek stojący na parapecie. Było już po 22:00, ale to nie przeszkadzało mi by pójść trochę pobiegać lub też poćwiczyć parkur. Przebrnąłem przez morze ciuchów na podłodze, do szafy. Przebrałem się odpowiednio i wyszedłem z domu, nie informując o tym nikogo - nie miałem nawet kogo. Wybiegłem z klatki schodowej na ulicę o mało nie przewracając jakiegoś pijaczyny, który nieszczęśliwym trafem stał właśnie na mojej drodze. Zwinnie go ominąłem i widać było, jak na mnie krzyczy. Ja jednak go nie słyszałem. Słuchawki na uszach, z których leciała głośna muzyka, wyraźnie wszystko zagłuszała. Może i nawet lepiej, znając mnie słysząc jego bluzgi na mój temat, pewnie bym się z nim pobił, a tego nie chcę.
W rezultacie biegłem z parkurem. Byłem pod wrażeniem jak ćwiczenia fizyczne, przy których tak się człowiek męczy, przy tym narażając swoje zdrowie - może się wyciszyć. Nie myślałem praktycznie o niczym. Biegłem, skakałem, turlałem się i wykorzystywałem każdą okazję i przeszkodę, by utrudnić swoje zadanie. Teraz jedynymi uczuciami było, nienaturalnie szybko bijące serce, które chciało wyskoczyć z mojej klatki piersiowej. Zimne, wdychane powietrze drażniło moje gardło, powodując niebywały ból. Za każdym razem kiedy źle zamortyzowałem upadek, czułem nadwyrężenie stawów, co powodowało, że uczyłem się na swoich własnych błędach. Nie chciałem bym zrobił sobie coś z własnego nie pomyślunku czy też głupoty.
Postanowiłem zmienić kierunek, po czym ruszyłem w stronę parku. Chciałem by moje stawy odrobinę odpoczęły a park to idealne miejsce, ponieważ będę biegł raczej po naturalnej, miękkiej nawierzchni. Poczułem znaczną różnicę w jakości powietrza. To w parku, było wyraźnie zdrowsze a wiele drzew i roślin robiło swoje. Niestety, moja wada wzroki też robiła swoje. Uważałem gdzie biegnę dużo bardziej, ze względu na słabe oświetlenie jakie panowało w parku. Bo światło dawał księżyc i sporadyczna lampa, która i tak czasami nie działała. Wybiegłem za zakrętu i poczułem silne uderzenie, które odrzuciło mnie do tyłu. Szybko wstałem i otrzepałem się z pyłu. Dopiero po chwili dostrzegłem na co, lub kogo wpadłem. Przede mną leżała na ziemi jeszcze lekko oszołomiona dziewczyna. Podałem jej ''pomocną dłoń''.
 - Przepraszam - powiedziałem, bardziej z grzeczności niż z tego, że było mi jej szkoda. Chwyciła moją dłoń i pomogłem jej wstać. Okazała się być całkiem ładną blondynką.
 - Nazywam się Zack i jeszcze raz bardzo cię przepraszam - powtórzyłem się i tym razem podałem jej dłoń by się przedstawić.

Raven? Przepraszam, że takie krótkie, ale mama mnie poganiała ;p

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

© Agata | WS
x x x x x x x.