- RUUUUSKIEEE!!!! RUUUSKIEEE HARDBASSSSYYY!!!! - wydzierałam się na cały głos zmierzając w kierunku pobliskiej rzeki, no i oczywiście korzystając z okazji, że nikt mnie nie słyszał i nie widział.
Pomiędzy wykrzykiwanymi przeze mnie wyrazami do moich uszu dobiegł dźwięk cichego przekleństwa i dźwięcznego plusku wody.
O nie, nikt nie może utopić się na moich terenach. To nie ta liga, jak się topić, to u tych plebsów po drugiej stronie miasta, ale nie tutaj.
Wyskoczyłam zza krzaków i dostrzegłam próbującego wydostać się z wody nieznajomego chłopaka.
- Ej ty! Wyłaź stąd, i to raz, bo nogi z dupy powyrywam! - ruszyłam w kierunku ktosia, a ten wydawał się być zszokowany zaistniałą sytuacją.
- Sam tu nie wpadłem! - odparł oburzony i jakimś cudem udało mu się wygrzebać na brzeg. Wstał i przyjrzał mi się uważnie.
- Wiesz co, nie, ja cię zepchnęłam do wody w postaci niewidzialnego ducha. Co się gapisz? Dziewczyny nigdy na oczy nie widziałeś? - zapytałam unosząc brwi.
- Widziałem... a jak ty masz na imię?
- A co cię to? Ty wtargnąłeś na mój teren, więc ty mi pierwszy powiesz ktoś ty i co tu robisz.
- Will jestem. I to nie twoje tereny, tylko mojej dawnej watahy.
Pff, jak on śmiał? Jeżeli tutaj była kiedyś jego wataha, to musiało to być na prawdę dawno, bo od kiedy trafiłam tutaj po raz pierwszy, jeszcze jako całkiem inna osoba, te tereny należały do SLK i Anel, która rozpłynęła się w powietrzu tak samo jak Ansel i pozostali.
- Tak, to moje tereny, moje i mojej watahy. Stada Lodowego Księżyca. A ja jestem Juliett, jednak możesz mówić mi Yui.
Will'a zamurowało. Stał tak i wpatrywał się w moje oczy, jakby próbując coś z nich wyczytać. Cholera, to jakiś gwałciciel czy co? Może trzeba go było utopić w tej rzece...?
W sumie... kogoś mi przypominał. Ale to nie było możliwe, nie po tak długim okresie czasu. Ja sama trafiłam na te tereny całkiem przypadkiem...
Chłopak nadal stał bez ruchu i przyglądał mi się, jakby zobaczył ducha.
- PAIN???? - było to bardziej stwierdzenie niż pytanie.
Nim zdążyłam cokolwiek odpowiedzieć, Will rzucił się na mnie i zamknął mnie w żelaznym uścisku.
- To ty, jak się cieszę! - uniósł mnie w górę niczym szmacianą lalkę.
- Hej, ostrożnie - zaśmiałam się, gdy ten zaczął obracać się ze mną wokół własnej osi. Nagle potknął się i oby dwoje wylądowaliśmy w rzece.
- Cholera, musiałeś? - wynurzyłam się z wody. Moje fioletowe włosy były teraz oklapłe i przysłoniły mi całą twarz.
- Wyglądasz jak Samara Morgan w fioletowej wersji - prychnął śmiechem.
Wygramoliłam się z wody i opadłam na trawę.
- Mam nadzieję, że dołączysz do nas?
- Do nas? Anel, Renn i pozostali wrócili?
- Niestety nie, ale są nowi. Trochę mniej stuknięci od nas, ale już my ich nauczymy... - na moich ustach wymalował się szatański uśmieszek.
Will? Brak weny tak bardzo ;_;

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz