Tamara zastanawiała się po raz kolejny, który to raz z kolei przypominała sobie o tym by nie spacerować po ciemku w szemranych zakamarkach miasta. Niby wracała z pracy, jednakże chcąc być szybciej w domu wybrała drastyczne skróty, które przez takie kąty miasteczka prowadziły. To był już enty raz kiedy to sobie powtarzała, ale biorąc pod uwagę częstotliwość i ilość przypomnień nigdy się tego nie nauczy. Złudnie oszukiwała się, że nic nie może się stać i jak zwykle po wieczorze pracy, wróci w spokoju do domu, i uwali się na łóżku mając resztę świata w głębokim poważaniu. Droga powrotna zapowiadała się spokojnie. Wiał lekki, chłodny wiatr, który delikatnie muskał policzki dziewczyny. Jej szybkie i energiczne kroki odbijały się echem po pustej ulicy. Księżyca i gwiazd nie było widać, niebo było zakryte chmurami. Latarnie świeciły białym, niczym szpitalnym światłem co dodawało przerażającego uroku tej scenerii. Dziewczyna poprawiła kaptur niebieskiej bluzy na głowie i wmawiała sobie, że już nie daleko. Jej wewnętrzny spokój zakłóciły dwa basowe głosy, obrzydliwie się śmiejąc. Nie miała pojęcia, jak dwójka mężczyzn pojawiła się za nią, a ona nawet nie zdążyła tego wychwycić. Skarciła sama siebie za nie uwagę. Westchnęła ciężko, po czym znacząco przyśpieszyła kroku. Niestety kroki za nią podążyły jej śladem.
Poczekała chwilę. Czuła obecność o blechów tuż za jej plecami. Jeden chciał położyć dłoń na jej ramieniu, ale zdążył ją tylko musnąć. Tamara gwałtownie z szokującą szybkością odwróciła się i z całej siły obrotu uderzyła mężczyznę za nią z prawego sierpowego. Drugi lekko oszołomiony obrotem spraw, dopiero po paru sekundach zrozumiał co tu zaszło i sam uderzył Tamarę w brzuch. Ta wygięła się w pół i popluła się. Nie zdążyła nawet zabluźnić w jej charakterystyczny sposób - wymawiając jakieś absurdalne zdania, gdy poczuła potężne kopnięcie w kolano, przez co upadła. Jękła z bólu.
- Jasna chole.. - nie zdążyła zabluzgać gdy usłyszała dźwięk podobny do upadających zwłok na ziemię. Spojrzała w ich stronę a później w stronę stojącej nad nią postacią, która wyciągała pomocną dłoń. Tamara posiadając jeszcze trochę swojej dumy, spróbowała podnieść się o własnych siłach, co prawda udało się, lecz na nogach stała bardzo nie pewnie. Trzymała się jedną ręką za brzuch, w który dostała. Niby jedno uderzenie, a tak może boleć... głupie wnętrzności. Popatrzyła na chłopaka, który wyratował ją z opresji - do czego się oczywiście nie przyzna. Skubany był wysoki i miał przyjemny kolor włosów, aż Tamara była tym zdziwiona.
- Nie musiałeś mi pomagać - wydukała podnosząc głowę nieco wyżej. Zdjęła kaptur z głowy i nocnemu światu ukazała swoje rozczochrane włosy.
- Ależ musiałem, mogło by ci się coś stać - odpowiedział, praktycznie się nad nią nie zastanawiając. Dziewczyna zażenowana, przewróciła oczyma.
- Poradziła bym sobie świetnie, sytuacja tylko lekko mi się wymykała z pod kontroli - powiedziała z przerażającym spokojem w głosie.
- Ha! Widziałem - zaśmiał się, w czym Tamara wyczuła nutę kpiny, co ją wyraźnie zirytowało. Dopiero teraz uświadomiła sobie, że pewnie jeszcze ma resztkę swojej śliny na brodzie i bez zastanowienia wytarła ją rękawem biednej bluzy. Kobieca etykieta także wołała o pomstę do nieba. Westchnęła ciężko, już nawet nie chcąc wiedzieć co chłopak może o niej pomyśleć.
- Ta... więc chyba wypadało, żebym ci podziękowała, nie? - zapytała od niechcenia, patrząc znużonym wzrokiem na blondyna.
Hugo? Tak więc.. no, hej xd

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz