Wyszłam z małego, ale i nowego mieszkania. Cieszyłam się z tego.
Zostawiliśmy przeszłość za sobą i teraz postaramy się wieść nowe,
spokojne życie. Teraz postanowiłam wyjść i pójść do pobliskiego baru. Bo
podstawą jest obeznanie się w nowym terenie. Byłam z tego wszystkiego
zadowolona, jednakże ogarnęła mnie melancholia. Minęłam plac zabaw. Był
pusty a latarnie dające białe światło, dawały upiorne wrażenie. Mimo
woli przystanęłam i patrzyłam się na ogrodzony plac, na którym znajdują
się wszelkie przybory do zabawy - piaskownica, zjeżdżalni, drabinki i
parę innych. Uśmiechnęłam się sama do siebie, przypominają sobie, że
kiedyś właśnie na takim placu zabaw, bawiłam się z moją dwójką
przyjaciół. Co prawda zabawy, zazwyczaj kończyły się na tym, że razem z
Margaret biłyśmy się z jej bratem, ale i tak było warto. Niestety
wszystko dobre kiedyś się kończy, tak więc i nasza paczka też się
skończyła. Były to dość przykre okoliczności, ale nie powinnam bawić się
w sentymenty. Westchnęłam i ruszyłam dalej w stronę mojego celu. Nie
będę bawiła się w rozpamiętywanie przeszłości, zamęczyła bym sama
siebie.
***
Weszłam do baru, gdzie od razu przywitał mnie
zapach dymu papierosowego wymieszanego z wonią alkoholu. Ludzie
próbowali przekrzyczeć głośno grającą muzykę, ale kiedy przecisnęłam się
cudem przez tłum udało mi się znaleźć przy barze wolne miejsce. Od
razu, bez zastanowienia usiadłam na wolnym miejscu, prosząc barmana o
jeden mocny drink. Ukradkiem zapytałam się go także, czy jest jakaś
wolna posada właśnie na jego stanowisku. Z pozytywnym zdziwieniem,
okazało się, że takowe ostatnio się zwolniło. Od razu przyjemniej piło
się teraz zacny trunek. Robiło się coraz później, brakowało już typowych
pijaków, których teraz zastępowali typy z pod ciemnej gwiazdy.
Zapłaciłam barmanowi z napiwkiem i sama postanowiłam wyjść chcąc uniknąć
wszelkiej zaczepki.
Obeszło się bez większych komplikacji i postanowiłam udać się do parku. O tej porze dnia, musiał być naprawdę piękny. Chłodne powietrze muskało moje zimne policzki. Mimo duchoty, która panowała przez wysoką temperaturę za dnia, ten chłodny wiatr był niesamowitą ulgą. Założyłam kaptur niebieskiej bluzy na głowę i w rezultacie przebiegłam się truchtem, nie chcąc marnować czasu.
***
Tak jak było do przewidzenia park był naprawdę piękny. Mimo iż panował tu mrok, rozjaśniała go srebrna poświata księżyca, a gwiazdy jakby chciały zwrócić na siebie uwagę, pociesznie migotały na niebie. Powoli szłam ścieżką delektując się każdą sekundą przebywania w tym miejscu. Jednakże kiedy przeszłam spory kawałek, trafiłam na niezwykłe urokliwe miejsce. Rozejrzałam się ciesząc oczy, nocnym widokiem, do czasu kiedy natrafiłam wzrokiem na białowłosego chłopaka siedzącego na ławce. Nad nim padało jasne światło latarni, co spowodowało, że wyraźnie widziałam, że robi coś w swoim zeszycie. Cóż za zbieg okoliczności, Rei, także miał białe włosy, w ten sam sposób rozwichrzone. Podeszłam do niego i usiadłam bez pytania na krańcu ławki. Rysował coś. Rei też rysował jak był mały. Spojrzałam na szkic, który przedstawiał nasze aktualne otoczenie. Uśmiechnęłam się sama do siebie.
- Ładnie rysujesz - wymamrotałam samowolnie, zdejmując kaptur z głowy. Chłopak odwrócił się i nasze spojrzenia się skrzyżowały. Poczułam nagle niebywałe ukłucie bólu, ale i także nie smak spowodowany tym spotkaniem. Było to.. przyjemne, ale i zarazem niebywale irytujące.
- Przepraszam... znamy się? - zadałam, lekko niekomfortowe, pierwsza pytanie. Białowłosy lustrował mnie spojrzeniem jego błękitnych oczu, a ja nadal miałam wrażenie, że kiedyś takie spotkałam.
Rei! Stary druhu! Jak ci życie mija? Opowiadaj! c:

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz