- Powiedz to mojej siostrze. - dodał nieco ściszonym tonem głosu.
Nie musiałam czytać Reimenth'owi w myślach, by wyczuć, że coś się stało. Coś strasznego i rozpaczliwego, co całkiem go odmieniło. Odmieniło jego życie, a to miało już nigdy nie być takie, jak kiedyś.
Nie zamierzałam jednak o nic pytać, nie zamierzałam również wniknąć w myśli i wspomnienia mojego towarzysza. Jego puste spojrzenie za każdym razem mnie powstrzymywało, pojawiała się stworzona przez siebie samą blokada która sprawiała, że wycofywałam się w ostatnim momencie, gdy byłam już tak blisko.
Nastała głucha cisza.
- Ciesz się, że cię nie poparzyłam. - wypaliłam nagle, sama zdziwiona tonem swojego głosu.
- Istniała taka możliwość? - uniósł brew, jednak jego twarz wciąż pozostawała bez wyrazu.
- W gruncie rzeczy tak. Gdy coś bardzo mnie zaskoczy, moja sierść może zacząć się palić z tą różnicą, że ogień jest barwy niebiesko - fioletowej. Oczywiście nie oznacza to, że jest mniej parzący czy niebezpieczny. - odparłam ciesząc się, że napatoczył się jakiś temat.
Jeden, ledwie słyszalny odgłos łamanej gałęzi sprawił, że cała zesztywniałam. Rozejrzałam się dynamicznie, starając się zobaczyć cokolwiek wśród otaczających nas drzew i krzaków.
- Em... Yui...? - Rei szturchnął mnie w bok.
Ostrożnie odwróciłam się do tyłu i, w ułamku sekundy odjęło mi mowę.
Niecały metr od nas stał wielki niedźwiedź. Głodny, szczerzący w naszym kierunku swoje wielkie kły.
- Spadamy - szepnęłam i pociągnęłam swojego towarzysza do ucieczki.
Biegliśmy szaleńczym pędem, uciekając przed rozwścieczonym miśkiem. Cholera, nie chcę tak skończyć, a w takiej sytuacji nie mogłam skoncentrować się na tyle, by nas gdzieś teleportować.
- Zamieńmy się w ludzi - wysapałam, widząc przed sobą znajome drzewa.
- Tak w biegu? - spojrzał na mnie jak na idiotkę.
Dobra. Trzy... dwa... jeden...
odbiłam się od ziemi, w powietrzu przemieniając się w człowieka. Gdy lądowałam, już na dwóch nogach, omal się nie przewróciłam. Cudem jednak udało mi się utrzymać równowagę.
Już po chwili basior poszedł w moje ślady.
- Na drzewo - wydusiłam wskazując na nasz cel.
Gdy dobiegliśmy na miejsce, Rei przepuścił mnie pierwszą. Zwinnie wdrapałam się na górę, a chłopak był zaraz za mną.
- I co dalej, genialna alfo? Misiek powali drzewo i nas zje?
- Nie, teleportuję nas. Muszę tylko uspokoić puls i oddech. - odparłam, niezrażona uwagą mego towarzysza.
- A... ile ci to zajmie? Bo jeżeli wzrok mnie nie myli, to niedźwiadek właśnie stanął pod drzewem.
Nim zdążyłam odpowiedzieć, drzewo mocno zakołysało się.
- Dobra. Daj mi chwilę. - wyszeptałam zamykając oczy.
Wdech, wydech, wdech, wydech...
Nieumyślnie pomyślałam o zimnie, ale nie tam mamy się teleportować.
Drzewo zakołysało się ze zdwojoną siłą, gałąź wyślizgnęła mi się z rąk i poczułam, jak spadam.
Rei?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz