JAK SIĘ OPATRUJE DZIURĘ W RAMIENIU? LUDZIE HELP, NIECH KTOŚ DZWONI NA 112!!
Dobra to teraz na poważnie xd
***
Popatrzyłam na Rei'a. Stał niewzruszony, jakby obojętny na to co przed chwilą zaszło. Zasłoniłam dłonią usta, by nie krzyknąć ze wściekłości, która wyraźnie mieszała się z lękiem. Bałam się o jego zdrowie, co jeżeli nóż uszkodził jakąś kość czy też ważną żyłę?
- O święty bucie umyty w szampanie! - wydusiłam z siebie, opamiętując się przed wybuchnięciem wściekłością, przy okazji bluzgając. Serce zabiło zdecydowanie szybciej, kiedy obserwowałam koszulkę przyjaciela. Coraz szybciej nasiąkała krwią. Wypuściłam z siebie powietrze, szybko się opamiętując. Podeszłam do niego pewnym krokiem, chcąc zobaczyć ranę. Nóż był wbity naprawdę głęboko. Spojrzałam Rei'owi w oczy. Zimne, błękitne oczy nie zdradzały żadnych uczuć. Choćby najmniejszej oznaki przerażenia, lęku czy też bólu. Zmarszczyłam brwi, zła na niego i wróciłam wzrokiem na ranę. Kaszlnęłam by opanować głos.
- Em, tak więc... nóż musi zostać na miejscu. Jak bym go wyjęła najpewniej byś się wykrwawił a tego nie chcemy - zaczęłam mówić bardzo wolno. Było to po to, by uspokoić porozrzucane emocje, ale i ułożyć jakiś plan działania. Podrapałam się za tył głowy, zamknęłam na chwilę oczy nadal nie mogąc zrozumieć zachowania chłopaka. Zmienił się i to bardzo... Ale to nie pora, by rozwlekać jaki był w młodości. Potrząsnęłam głową zła na siebie. Kontynuowałam więc - Ja tu nic nie zrobię. Trzeba iść z tym do lekarza. Nie chcę nawet próbować sama tego wyciągać - Pomasowałam się po skroni, zerkając na chłopaka. Jego dłoń już kierowała się w stronę noża, który tkwił w ramieniu. Widząc co, ciśnienie diametralnie mi podskoczyło, jednak udało mi się nie wybuchnąć a całkiem dobrze opanowałam ton mojego głosu.
- Ty głupia góro lodowa! Ty przeklęta kupo mięsa! Zostaw to! - powiedziałam ostro, uderzając go mocno w dłoń, którą chciał wyjąć przedmiot tkwiący w jego ciele. Westchnął ciężko.
- To co chcesz z tym zrobić?! - zapytał się dodając do swojej wypowiedzi szczyptę sarkazmu.
- Przede wszystkim musimy iść teraz do szpitala, muszą to zrobić profesjonaliści... - odpowiedziałam, ciągle opanowanym tonem głosu. Przyjaciel spojrzał się na mnie jak na skończonego debila.
- Zgłupiałaś? Idę do domu i sam sobie to wyjmę - wzruszył ramionami, zirytowany moją postawą.
- Sam jesteś debil... - wymruczałam. Zakryłam dłonią twarz my się skupić, po czym znowu zaczęłam mówić. Jednakże tym razem już się wściekłam - Wiesz co? Z tobą teraz to jak z małym dzieckiem! A przypominam ci, że ja naprawdę nienawidzę dzieci... Idziesz do tego szpitala i zamknij się. Nie chcę słuchać twoich durnych usprawiedliwień - zaczęłam niekontrolowanie machać rękoma, dając upust złości na chłopaka. Ten tylko patrzył się na mnie obojętnie z lekką nutą politowania. Złapałam go za rękę i zaczęłam ciągnąć za sobą. Inaczej się go nie zaprowadzi jak siłą.
- Tamara, Tamara, Tama... - powtarzał.
- Czego? - zapytałam się trochę ostrzej niż zamierzałam.
- Ręka - odpowiedział krótko. Odwróciłam się i spostrzegłam, że ciągnę go za rękę w którą jest poszkodowany. Spojrzałam to na nóż to na chłopaka.
- Ojć - mruknęłam zła na siebie.
Rei? Przepraszam, że takie naprawdę totalnie nic nie wnoszące do akcji czy coś, ale zmęczenie daje o sobie znać xd

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz