Dziewczyna pewnie była by denerwująca... może przerażająca, gdybym coś czuł. Rany powstałe na wskutek jej ataków swędziały. Niektóre szczypały a inne mrowiły, jednak wcale mi to nie przeszkadzało. Nie wywoływały wyraźnego odczucia które mogło by zająć mi myśli i przesłonić zdrowy rozsądek. Chciałem się tu tylko chwilę rozejrzeć, często w takich miejscach można odkryć coś co się nie powinno. Jednak nie liczyłem na nastolatkę która najwyraźniej była sadystką Zabrała mi telefon, niech robi z nim co chce, większość numerów wcale nie była nazwana. Przez większość mam tu na myśli cztery z pięciu które posiadałem. Telefonu ojca nawet nie zapisałem. Znałem go na pamięć.
- Czemu cię nie boli? - zapytała podchodząc bliżej, spoglądając mi głęboko w oczy. Jej spojrzenie było ciekawe, ciemny kolor tęczówek nie wydawał się ani trochę przyjazny. Chodź co ja tu mogę mówić o moich odczuciach. Mówię tylko to co pamiętam. Inni widząc przed sobą zeszyt, powiedzą, że to ich ulubiony i nie wolno go czytać bo się zawstydzą. Dla mnie był by to zaś zwykły zeszyt. Wszystko było tylko przedmiotami, a życie katorgą. Westchnąłem udając znużenie. Zmieniłem ekran mojego, telefonu na biały. Więc nie można było na nim nic zobaczyć. Zbliżyłem się do jej twarzy schylając się.
- Bo może, złotko - powiedziałem bez wyrazu. Odsunąłem się i poszedłem dalej rozglądając się po fabryce. Pożar? Powódź? Co zmusiło innych do opuszczeni tego miejsca w panice, że pozostawiali swoje rzeczy nie patrząc na nic?
- Hej! - usłyszałem krzyk za moimi plecami, odwróciłem się. Dziewczyna wyraźnie zdeterminowana, wiedziałem dobrze w jakim celu. Nie wiem jednak jakbym się starał, nie dam jej tego co chce. Stała tam z moim telefonem i zamachnęła się w kierunku okna. - Powiedz mi, to twój telefon nie ucierpi.
- O...okey... - otworzyłem szeroko oczy, próbując wyglądać jak najbardziej na przerażonego. Uniosłem dłonie w geście poddania się. Powoli zacząłem podchodzić do niej. Opuszczała powoli dłoń z moim telefonem z dziwnym grymasem twarzy. Była niepewna ale chyba uwierzyła. W końcu wyrwałem jej mój telefon. Zaśmiałem się sztucznie. Tak sztucznie jak tylko się dało. Złamałem telefon na pół i wyrzuciłem go gdzieś w gruzy. - Kłamałem.
- Jesteś dziwny... - skwitowała. Była już spokojna. Skrzyżowała ręce na piersi. Wzruszyłem ramionami i ruszyłem przed siebie. Po chwili usłyszałem za sobą szybkie kroki. Odwróciłem się w ostatnim momencie mocno chwytając metalową rurę, którą zamachnęła się na mnie dziewczyna już odrobinę zniecierpliwiona. Nadal jednak poważna.
- Nie jestem dziwny, jestem Rei - powiedziałem krzywo się uśmiechając.
- Czemu?! - wrzasnęła uderzając mocno prętem o betonowe wyłożenie. Po czym rzuciła gdzieś daleko narzędzie. - Czemu nie dasz mi tej satysfakcji?! - wysyczała.
- Bo nie mogę. Nie wiem, co byś mi zrobiła ja nadal nie będę mógł poczuć bólu i strachu o jaki pragniesz mnie przyprawić. Więc, radzę ci odpuścić. Znajdź sobie inną zabawkę, ze mną tracisz tylko czas.
Alyss? Nie zabijaj tylko mnie proszę, chce jeszcze pożyć XD.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz