- Nie wierzę, że Ashton mnie do tego namówił -jęknąłem cicho.
Znów wziąłem do ręki jakiś proszek i wsypałem garść do fiolki w połowie wypełnionej wrzącą, czerwoną cieczą. Co ja właściwie robię? Przecież nie znam się na chemii a już samo to, że przebywam w otoczeniu przedmiotów tak gorących, że mogłyby się w mig zamienić w żywe, śmiercionośne płomienie przyprawiała mnie o dreszcze.
A co właściwie robiłem spytacie? No cóż.... Narkotyki. Chyba. W każdym razie tak była podpisana instrukcja, którą dał mi Ashton. Naprawdę nie wiem czy w całej watasze znalazłby się ktoś kto chciałby to przyćpać. Chociaż z drugiej strony.... Chyba tylko ja tu byłem w miarę normalny.
I oczywiście nie mogłem tego robić w lesie w otoczeniu drzew, więc ukryłem się w jakiejś opuszczonej, ehmmm w sumie to nie wiem co to był za budynek i do czego służył przedtem. Ale był idealną wręcz kryjówką.
Pogrążony w myślach zupełnie zapomniałem o wrzącej cieczy, która wprawiła całą fiolkę w drżenie. Czując, że zbiera się na jakąś katastrofę dobiegłem do drzwi i przebiegłem na drugą stronę ulicy. Chwilę potem rozległ się wybuch. Nie był na tyle niebezpieczny by rozwalić ściany czy dach ale wiedziałem, że nie chciałbym zaglądać do środka. Szczególnie, że szyby niestety nie miały tyle szczęścia i został z nich jedynie stosik drobnego szkła. Odczekałem schowany za drzewem kilka minut słuchając jak resztki proszku wypalają się przywodząc mi na myśl dźwięk skaczącego popcornu. W końcu zdecydowałem się obejrzeć zniszczenia. Nie mogło być aż tak źle, co nie? Powoli stanąłem na nogi i zbliżyłem się do budynku.
Pierwsze co rzuciło mi się w oczy, że okolica nie była już całkiem opustoszała. Światła w najbliższych domach zapaliły się, a przed miejscem katastrofy ktoś stał. W tej ciemności i pod postacią człowieka nie mogłem mu się dokładnie przyjrzeć ale pewien byłem, że jest to mężczyzna o.... No tak. Różowych włosach. Było to dość dziwne ale i tak nie mogło konkurować z tym co dzieje się w tej watasze na co dzień.
Gdy byłem już jakieś trzy metry od niego nieznajomy odwrócił się. Wyraz jego twarzy był mieszaniną zdziwienia oraz ciekawości. Za pewne interesowało go skąd ta czerwona ciecz na ścianach, która przypominała krew. Już miałem się odezwać gdy usłyszałem jak na podwórko z pobliskiego domu wychodzi jakiś mężczyzna. Albo i kobieta. Nieważne. Szybko złapałem nieznajomego za ramię i pobiegłem z powrotem pod drzewo, które chwilę temu służyło mi za kryjówkę przed wybuchem. Wprawdzie nie znałem tego chłopaka ale nie chciałem by miał jakieś problemy.
- Ej co ty właściwie... -mruknął cicho ale zasłoniłem mu usta ręką przerywając tym samym pytanie.
- Może i jesteśmy magicznymi wilkami ale nie oznacza to, że nie grozi nam kara za zdemolowane budynku i produkcję narkotyków, więc siedź cicho.
Dopiero po wypowiedzeniu tych słów zadałem sobie sprawę, że chłopak może wcale nie należy do osób potrafiących zmieniać się w wilki. Patrzyłem na niego licząc, że nie usłyszał tego co powiedziałem jednocześnie obserwując człowieka, który podszedł do zniszczonego budynku. W dłoni miał strzelbę co oznaczało, że jeśli nie będziemy wystarczająco cicho to w najlepszym wypadku skończymy z kulą w nodze.
Izumi?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz