czwartek, 2 lutego 2017

Od Izumiego CD Ansela

Po słowach, które wypowiedział mocno się zdziwiłem. Skąd mógł wiedzieć, że jestem wilkiem? Odsunąłem jego dłoń, nie odzywając się już. Obejrzałem się do tylu, jakiś facet rozglądał się bacznie ze strzelbą w ręku. Zamarłem. Usłyszałem ciche szczekanie. Policja? Czy inni "sąsiedzi"? Nie było czasu na zastanawianie się. Byli blisko i mogli nas złapać. Przez tego typa ja też mogę mieć problemy. Złapałem chłopaka za rękaw i pociągnąłem aby ruszył się z miejsca. Nie odezwałem się, gdyż mogło to zdradzić nasze położenie. Wlazłem cicho na drzewo, przy którym staliśmy, na całe szczęście był wiatr i drzewa tak czy siak szeleściły. Rozejrzałem się uważnie okolicy, oczywiście nie myliłem się, ktoś wezwał gliny. No świetnie. Miałem teraz już więcej problemów niż przed przyjściem w to miejsce. Zeskoczyłbym z powrotem na ziemię, udało mi się to zrobić na szczęście bezszelestnie.
- Zaraz będzie tu policja z psami. Nie wiem jak ty ale ja się zmywam. Mamy dziesięć sekund przewagi, bo ten typ pójdzie teraz sprawdzić drugą stronę. - wyjęczałem najciszej jak się dało.
Chłopak spojrzał na mnie pytająco. To było i będzie najdłuższe zdanie, które do niego powiedziałem. Nie zamierzam nawet pytać dlaczego ten szpitalopodobny budynek eksplodował. Ruszyłem powoli przed siebie, nie czekając na niego. Jeśli chce żyć to lepiej dla niego aby szedł. Facet zaraz wróci, łatwo było to wyczytać, tak jak inne informacje. Zorientowałem się po chwili, że chłopak jednak podąża obok. Z oddali dobiegały coraz głośniejsze ujadanie psów policyjnych.
- Czas na mnie. - mruknąłem raczej do siebie.
- Skąd ty to wiedziałeś? - zapytał.
Nie odpowiedziałem. Nie chciałem wdawać się w dyskusję. Zmieniłem się w wilka, spojrzałem na niego i pobiegłem w stronę miasta. Tak mi się przynajmniej wydaje. Na szczęście mi się udało, dotarłem do ulic miasta wychodzàc z czegoś co przypominało las. Zmieniłem się z powrotem w człowieka. Musiałem znaleźć Anel, mogła zrobić coś równie głupiego jak wysadzenie budynku. Wyjąłem telefon z kieszeni i wybrałem jej numer - nie odbiera. Spróbowałem jeszcze kilka razy, co dało identyczny efekt co pierwsza próba.
- Tylko tego brakowało. - warknąłem kopiąc jakiś kamyk.
Ruszyłem przed siebie w poszukiwaniu siostry, znów wyczułem, że ktoś jednak tu jest. Rozejrzałem się dookoła. Niedaleko, może jakieś dziesięć metrów ode mnie stał ten chłopak co wysadził budynek.
- Czyli jednak jesteś jednym z magicznych wilków. Ulżyło mi. - uśmiechnął się.
Szczerze mówiąc ten gość mnie orzerażal. Jak wszystko zresztą w tym cholernym mieście. Jak znajdę Anel wyjeżdżamy. Dopóki nie wpakowała się (mam nadzieję) w żadne kłopoty.
- Odezwiesz się? - zapytał zbliżając się trochę, ale nadal z uśmiechem.
Z jednej strony wyglądał na kogoś o dobrych intencjach, ale z drugiej, ten uśmiech przypominał uśmiech buźki umrzyj. *Uśmiecham się i udaje miłego człowieka, ale umrzyj, niech tir cię potrąci albo pod pociąg wpadnij C:* To na prawdę tak wyglądało.
- Nie mam czasu gadać. - wymruczałem odwracając się i chcąc odejść.
- Masz czas łazić po opuszczonych budynkach i po nocy ulicami, a na rozmowę nie znajdziesz chwilę? - dorównał mi kroku, przez co odruchowo odskoczyłem.
- Nie. - jęknąłem.
-Niech on da mi już spokój, niech zajmie się swoimi sprawami, niech nie ciągnie tych męczarni dla mnie! 
- Skoro jesteś jednak magicznym wilkiem to może zostaniesz w watażkę? - zapytał.
- Eeto.... nie mogę.
- Hm? Dlaczego?
- Em.. Jadę dalej. - starałem się zbywać jego pytania.
Aż w końcu zadzwonił mój telefon, odebrałem pospiesznie.
- Anel? Gdzie ty jesteś?! Ja na jakimś odludziu z jakimś typem! Ile zajmie ci dojazd? Czekam. - rozłączyłem się.
- Z kim tak rozmawiałeś? - zapytał z głupawym uśmieszkiem.
- Siostra. - mruknąłem siadając na murku niedaleko.
- To jak? Dołączysz?
- Mówiłem. Nie.
- A gdzie się wybierasz? Jeżeli twoja siostra też jest magicznym wilkiem, to moglibyście zostać.
- Eh... Po prostu nie. - powiedziałem cicho.
Zapadła dłuższa chwila ciszy, którą przerwał odgłos syren policyjnych. Po chwili obok zatrzymał się radiowóz a z niego wysiadła moja siostra. Strzeliłem facepalma i zapytałem:
- Co ty do jasnej cholery wyprawiasz?
- To do zobaczenia później, jak coś to dzwońcie. - zawołała do policjanta, który prowadził.
- To twoja siostra? - zaśmiał się chłopak.
- Jakby nie patrzeć.
Anel podeszła do mnie i spojrzała jak na ofiarę losu.
- Gdzie łaziłeś? Szukałam cię. - uśmiechnęła się.
- Doprawdy?
- A skoro już znalazłeś sobie przyjaciela to może zostaniemy u niego? Nie znalazłam tego twojego hotelu. - powiedziała radośnie. - Anel jestem. - zwróciła się do chłopaka.
- Ansel. - odparł.
Westchnąłem ciężko. Zostawiłem walizkę tam przed budynkiem. No świetnie. Przydałoby się tam po nią wrócić.
- Ja wrócę się po walizkę. - powiedziałem.
Zmieniłem się w wilka i wzleciałem kiedy oddaliłem się od dwojga. Szybko udałem się do miejsca wybuchu, zabrałem walizkę i wróciłem w niecałe pięć minut.
- To my już pójdziemy. - mruknąłem ciągnąc Anel za sobą.
- Gdzie ci się tak spieszysz? - uśmiechnęła się.
- Wiesz, że nie lubię przebywać z ludźmi. - powiedziałem prawie niesłyszalnie.
- To zaczniesz. - powiedziała i zniknęła mi z pola widzenia zostawiając mnie z Anselem. Miałem ochotę ją udusić. Magią zabrała nasze walizki i wysłała gdzieś, No świetnie...

Ansel?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

© Agata | WS
x x x x x x x.