Kolejna przeprowadzka. To było trochę męczące, dlatego nie wybrałem konkretnego miejsca naszej podróży. Było już grubo po północy kiedy to jechaliśmy metrem do jakiegoś odległego miasta. W pociągu nie było prawie nikogo. Tylko ja, Anel i jeszcze jakiś śpiący menel. Westchnąłem cicho, wiedząc, że nie mamy nawet celu podróży. Powiedziałem siostrze, że to niespodzianka gdzie się tym razem udamy, niestety ona nie wie i ja też. Zacząłem się zastanawiać nad celem tego wszystkiego. Nie było istotne gdzie jechaliśmy, Anel zawsze była ciekawa i szczęśliwa, że jedziemy gdziekolwiek. W końcu nasz pociąg zatrzymał się, oczywiście na zewnątrz ani żywej duszy. Ruszyliśmy z walizkami przez miasto, gdzie równie jak w metrze, nie było nikogo. Na prawdę? Każdy w piątkową noc śpi? Nie uwierzę w to. No chyba, że to miasto jakiś umarlaków. Podążaliśmy ciemnymi i pustymi ulicami. Anel uciekła mi gdzieś, mówiąc, że chce się przejść trochę dalej. Nie szedłem za nią, w końcu sobie poradzi, nie sądzę, aby ktoś ją napadł w tak spokojnym i cichym miejscu. Chyba bałem się bardziej o siebie. Moja siostra była bardziej odważna niż ja i potrafiła lepiej się bronić. Tia...
Usłyszałem donośny huk z okolicy, który rozszedł się echem chyba po całym mieście. Ta cisza mnie przerażała ze względu, że był piątek. A nawet muzyki nie było słychać. Coś zmusiło mnie do udania się do źródła hałasu. Dotarłem za cichszymi już dźwiękami do jakiegoś opuszczonego, tak mi się wydaje, budynku. Przypominał trochę szpital po napadzie wygłodniałych wampirów. Długo przyglądałem się miejscu, aż poczułem, że za mną ktoś stoi. Mimowolnie odwróciłem się w tamtą stronę.
Ktoś?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz