wtorek, 31 stycznia 2017

Od Anel CD Renn

Brak komentarzy:
-Wypuść ją! - warknęłam, stając w pozie gotowej do walki. Zniżyłeś położenie wysokości łba, byłam gotowa aby nawet ją zabić. Mało brakowało abym się na nią rzuciła, jednak wszystko przerwał Izu.
- Anel! Gdzie ty się szkaradztwo? - zapytał chyba zdenerwowany.
- Ona porwała Kitty i pokemony!!! - wrzasnęłam jak dziecko.
- Co ty opowiadasz! Leków nie bierzesz to tak masz! - mruknął.
- Izu? Coś się stało? Jesteś chyba zdenerwowany. - powiedziałam zapominając na chwilę o Renn i pokemonach.
- Kitty nic nie jest, wyobraź sobie, że znów jest wolna i tyle. A pokemony są tam gdzie być powinny. - powiedział obojętnie.
- Niszczysz całą zabawę! - warknęła Renn.

Renn? Wybacz, że tak długo XD

Od Ashton'a cd Beatrice

Brak komentarzy:

Merdu, merdu, merdu, merdu, merdu, merdu, merdu, merdu, merdu, merdu, merdu....
- Ashton!! -pisk dziewczyny wyrwał mnie z transu.
Przestałem machać ogonem i spojrzałem na bójkę, która rozgrywała się przede mną. A właściwie nie było tego można nazwać bójką, bo faceci ewidentnie mieli przewagę i już miażdżyli Beatrice ręce.
Warknąłem groźnie co ani trochę nie przestraszyło napastników. Usłyszałem tylko "stul pysk kundlu" skierowane w moją stronę.
Warknąłem jeszcze raz po czym ostrzegawczo szczeknąłem. Nadal nie widząc strachu w oczach tej dwójki zaatakowałem tego, który trzymał Beatrice za ręce. Wgryzłem mu się w nogę i pociągnąłem go w tył zrywając mu spodnie z tyłka (Niechcący!). Zaskoczony i jednocześnie zawstydzony mężczyzna próbował zakryć strzępami materiału swoje boksereki w kolorowe lamy. Ej... Przecież ja miałem takie same!
Warknąłem jeszcze raz na chłopaków, którzy uciekali w popłochu. Gdy zniknęli mi z pola widzenia spojrzałem na towarzyszkę.
- Ekh... Jakaś nagroda się chyba należy? - spytałem zmieniając się w człowieka i wskazując na swój policzek licząc na pocałunek (choć bardziej prawdopodobny był cios z liścia).

Beatrice :3

Od Ashton'a cd Renn

Brak komentarzy:

- Wróć tu! Flaki same się poskładają do kupy! -ogarnięta szałem Renn nie zwracała najmniejszej uwagi na moje krzyki.
Położyłem się więc na ziemi obok zwłok i z teatralnym wykrzywieniem z bólu na twarzy zacząłem jęczeć ile sił w płucach.
- Aua!! Jak mnie boli!! Mój brzuch!!
Całe przedstawienie niestety poszło na marne, bo wrzaski wadery zagłuszały wszystko inne.
- Znajdę cię! Chodź do mamusi! Chodź!
Westchnąłem. W takim razie przyszła pora na ostateczną broń. Zacząłem źle jęczeć chodź wypowiedzenie TEGO słowa wiele mnie kosztowało.
- Marcepan!! Chyba się przejadłem marcepanem!! Mój brzyszeeeeeeeeeeeeeeeek!!!!!!!
Na reakcję czekałem kilka minut ale nic innego po za wypowiedaniem dziwnych nazwa pokemonów nie padło z ust Renn. W takim razie zmuszę ją do pomocy. Popatrzyłem na niedokońca dobrze wypchaną flakami Pain i szybkim ruchem wyjąłem jej jelito. Następnie podbiegłem do Renn i związałem ją nimi co było mega trudne, bo szał Pokemonów sięgnął już szczytu.
- Nie!!!!  Nie ma go już!!!  Przez ciebie ktoś mi zwiną pokemona!!

Renn?

poniedziałek, 30 stycznia 2017

Od Beatrice cd Ashton'a

Brak komentarzy:
Odruchowo, czując ciepły język wilczura na swojej skórze zaczęłam się śmiać w niebo głosy. Próbowałam go zepchnąć, lecz na marne.
 - Zejdź ze mnie! Proszę! Haha!! - próbowałam mówić, śmiejąc się. Szary wilk najwyraźniej zadowolony z siebie zszedł, merdając ogonem niczym rozweselone szczenie. Dłońmi próbowałam pozbyć się z twarzy śmierdzącej śliny basiora, jednak bez skutecznie. Mając ślinę na twarzy, nie jest to ekscytująco komfortowe uczucie. Wydęłam śmiesznie usta, w znaku nie zadowolenia. Szary wilk nadal patrzył się na mnie zaciekawionymi ślepiami, merdając wesoło ogonem. Jednak..
 - Ta zniewaga, krwi wymaga! - krzykłam, i nie oglądając się, przemieniłam się w wilka, rzucając się na wilczura. Teraz ja leżałam na nim liżąc go po całej mordce. Przecież jak śmierdzieć, to śmierdzieć we dwoje! Pewnie wyglądało to dość dziwnie, lecz nie zważałam na to. Po prostu musiał poczuć smak zemsty... w tym przypadku śmierdzącej śliny. Odskoczyłam od niego zadowolona z siebie.
- Widzisz? Złośliwość nie popłaca! - powiedziałam, stając dumnie i zadzierając pysk do góry. Ten aktualnie był zajęty ocieraniem łapą swojej mordki, co naprawdę komicznie wyglądało. Nagle moje uszy wychwyciły głosy jakiś mężczyzn i momentalnie przemieniłam się w dziewczynę. Głosy należały do dwóch napakowanych dresów, którzy zmierzali w naszą stronę. Patrzyłam się na nich kontem oka. Ukucłam przy szarym basiorze głaskając go po głowie. Chciałam sprawić wrażenie, że po prostu go głaszcze. Szepnęłam wilczurowi do ucha.
 - Obronisz mnie... jak coś? - powiedziałam z lekkim zmieszaniem i lękiem w głosie. Sprawdza się fakt, że niebezpiecznie chodzić po nocy ulicami naszego zacnego miasteczka. Ashton zamerdał ogonem, chcąc chyba sprawić wrażenie normalnego psa. Cóż... wyglądał na typowego wilczura, gotowego zagryźć wszystko i wszystkich, a to merdanie ogonem i radosny wyraz pyska zdecydowanie się z tym kłócił. Wstałam i ruszyłam na przeciwko rosłym mężczyzną, z nadzieją, że mnie nie zaczepią. Jak to mawiają nadzieja matką głupich...
Przechodziliśmy obok nich i w tym momencie jeden złapał mnie za nadgarstek, śmiejąc się przy tym obrzydliwie wraz ze swoim także obrzydliwym towarzyszem.
 - Zostaw mnie prostaku! - krzykłam oburzona, posyłając mu mocnego kopniaka w krocze. Puścił, jednak gdy ten mnie zostawił, złapał mnie ten drugi. Już całkowicie zrezygnowana, pisnęłam gdy złapał mnie za dłonie, mocno ściskając.
 - A-Ashton! - znowu podniosłam głos, jednakże tym razem pełny nadziei, że pomoc zostanie mi udzielona. Na odpowiedz, czekać długo nie musiałam.

Ashton? Przepraszam, że znowu takie denne, ale dziś miałam pierwszy dzień szkoły po feriach... rozumiesz, znowu masz ochotę pociąć się mydłem ;-; 

Od Renn CD Ashtona

Brak komentarzy:
Jak ona mogła! Popełnić taką zbrodnię! Morderstwo! Rzuciłam jej przepełnione nienawiścią spojrzenie, i skoczyłam waderze nie brzuch. Ta jęknęła, i wypluła z siebie... Flaki.
- CO TY ZROBIŁAAAAAAŚ!? - wrzasnął Ashton, najwidoczniej bardzo niezadowolony ze śmierci Pain.
- Ale ona tylko umarła. W czym problem? - spytałam, przekręcając głowę.
- No właśnie! Umarła! - rzekł Ashton, wpychając jej te flaki do gęby. Wątpie, żeby to pomogło.
- To nie tak się robi. - westchnęłam z ulitowaniem, i odebrałam mu flaki, które były całe umaczane w moim biednym marcepanku. Wsadziłam jej te flaki do rozprutego brzucha, i wyobraźcie sobie, że zadziałało! Musiałam jednak przerwać tą akcję ratunkową, bowiem... Na radarze w Pokemon Go pokazał mi się Charmander!
- OMG! - pisnęłam, i chwyciłam telefon, który w mig ubrudził się krwią, i zaczęłam latać po okolicy. Musi gdzieś tu być! No musi!
- Renn, wracaj tu! Nie skończyłaś flakowania Pain! - wrzasnął Ashton.
- CHARMANDEEEER - wydarłam się, mając nadzieje, że mi odpowie.
Ashton?

Od Pain Cd Ashton

Brak komentarzy:
- Lubię znęcać się nad miśkami, mój drogi - zmrużyłam oczy - i nie przeproszę.
- PRZEPROŚ! - wykrzyknął.
- Miśku, przepraszam, już nie będę - wydukałam, następnie przeniosłam wzrok na wciąż przyciskającego mnie do podłoża Ashton'a - skarbie, chyba na mnie leżysz. Mógłbyś łaskawie zejść? - uniosłam brew, zirytowana - już wystarczająca ilość gości maca mnie w mojej pracy, a teraz jeszcze ty...
Ashton czym prędzej się wycofał.
- Nawet nie jesteś w moim typie... zabijasz misie... to automatycznie cię u mnie skreśla - spiorunował mnie wzrokiem.
- Ach, już nie udawaj - obdarzyłam go zalotnym spojrzeniem.
Jak ja uwielbiałam go denerwować, to mi sprawiało taką frajdę!
- Weź zmień te maślane oczy, proszę - zasłonił twarz łapami.
Prychnęłam śmiechem, tym samym ślizgając się na zamarzniętej kałuży i lądując z pyskiem w śniegu.
Jedyne co w tej chwili słyszałam, to histeryczny śmiech basiora.
- jesteś bezczelny, to są szczyty szczytów! - wykrzyknęłam piskliwym głosem, by po chwili dołączyć do tarzającego się ze śmiechu Ash'a.

Ashton?

Od Pain Cd Ansel

Brak komentarzy:
Obudziły mnie promienie światła wpadające przez małe okienko. Powoli uchyliłam powieki, rozglądając się po pomieszczeniu. Przeciągnęłam się, ziewając leniwie, po czym zamieniłam się w człowieka z zamiarem opuszczenia mojego domku.
Zeskakując na ziemię, omal nie rozdeptałam śpiącego pod drzewem wilka.
- Halo - powiedziałam, szturchając go nogą - pobudka, nieznajomy.
Wilk dopiero po dłuższej chwili otworzył oczy, widząc mnie zamienił się w człowieka.
- Ansel, co ty tu robisz? - zapytałam wytrącona z równowagi.
- Ja tu spałem, a ty?
- A ja tu mieszkam. - spojrzałam przelotnie na domek znajdujący się nad naszymi głowami i zaśmiałam się głupkowato.
- To ty nie mieszkasz w jaskini?
-W wilka zamieniam się, kiedy jest taka potrzeba. Wolę ciało człowieka - wzruszyłam ramionami - dlatego zrobiłam sobie taki prosty domek na drzewie w środku lasu.
- Pomysłowe - stwierdził uśmiechając się ciepło.
Właśnie uświadomiłam sobie, że jestem jedynie na koszulce na ramiączkach i jeansach, a na dworze było na tyle zimno, że wszystkie drzewa stały się białe.
Wbrew swojej woli zadygotałam mocno.
- Z-z-zaraz w-w-wracam-m-m - wydusiłam i czmychnęłam z powrotem do mojego mieszkania.
Wciągnęłam na siebie grubą bluzę i trapery, następnie wróciłam do stojącego na dworze Ansela.

Ansel?

Od Ashton'a cd Renn

Brak komentarzy:

Zaatakowany śmiercionośną bronią w postaci ohydnego marcepanu (no bo chyba nie tej słodziutkiej poduszki z Pikachu co nie?) wróciłem do lasu. Nie mogłem jednak upuścić. Renn nie może tak sobie udawać, że nic się nie stało. Zmuszę ja do pomocy.
Wziąłem patyk, który wcześniej służył mi za broń i trącając nim zwłoki przepchnąłem Pain do szafki. Czy tam do magicznego portalu. Dziewczyna przeteleportowała się a ja dziesięć sekund później usłyszałem wściekły krzyk.
- Nie!!!!  Mój marcepan!!
Następne co pamiętam to wścieka twarz Renn, której marcepan najwyraźniej utopił się we wnętrznąściach martwej Pain. Nim jednak zdążyła przetrzepać mi futro z szafki wyskoczyła wadera. Pain. Z ustami zapchanymi marcepanem.
- Fuuuu!!!  To zaraźliwe!! -jęknąłem widząc tę maszynę do tortur w jej pysku.
To nie jest słodycz. To czyste zło w czystej postaci czystego marcepanu w czystej... Nie stop, w brudnej szafce... Krew Pain nadal się tam rozlewała.
- Ani kroku dalej. Wypluj to!
- Mój marcepan! Moje tajnie skrytki! Zabiję was!! -Renn omal nie zemdlała widząc jak te ekhemmm....."słodkości" (fuj fuj fuj) znikają w brzuchu wadery.

Renn?

Od Renn CD Ashtona

Brak komentarzy:
- Nie zabiłam jej. - któż mógłby pomyśleć że zabiłam towarzysza ze stada!? Chociaż, w sumie, mogłabym to zrobić. Ale nie zwracajmy uwagi na ten mały detal, dobrze? - Właśnie ją tu znalazłam. - dodałam, uchylając się przed patykiem. Ashton jednak schylił się i rzucił kolejnego. Uparściuch!
- Weź nie rzucaj we mnie tymi patykami. - mruknęłam, ponownie się uchylając.
- A więc co jej się stało, hmmmmmmmmmmmm? - już myślałam, że to "hmmm" się nie skończy. Ashton wpatrywał się we mnie podejrzliwie. No ludzie, straszny z niego przeciągacz hmmm-ów...
- Myślisz że ja to wiem? - rzuciłam, wpychając do buzi marcepan.
- Fuj! Stworzenie z piekła rodem! - wskazał na mój marcepan, uchylając się przed niewidzialnym, marcepanowym pociskiem.
- Dziwny jesteś. - mruknęłam, pożerając słodycza.
- To ty jesteś dziwna. - burknął, i się oddalił. Ja zaś weszłam do szafy, która stała w środku lasu, wyszłam i byłam u siebie w domu. Genialny wynalazek! Postawię gdzieś tą szafę i mogę być w domu, i co więcej, nikt nie może tego użyć, booooo...
- Fajna chata! - krzyknął znany mi basior.
- Wynoś się stąd! - wrzasnęłam, polując na niego z poduszką Pikachu w jednej ręce, a w drugiej miałam marcepan. Z tymi dwoma narzędziami tortur udało mi się go wygonić.
Ashton?

Od Ashton'a cd Renn

Brak komentarzy:

Podążałem śladem krwistych plam pozostawionych na śniegu przez jakiś zwierzę. Wyraźnie czułem ten metaliczny zapach. Musiało być już bardzo słabe o ile w ogóle żyło. Oblizałem się kryjąc tym samym psychopatyczny uśmiech i ruszyłem dalej za śladami.
Na ziemi leżały zwłoki. A w każdym razie tak to wyglądało. Być może zwierzę jeszcze żyło ale długo to nie potrwa. Chyba padło ofiarą jakiegoś kłusownika. Stając nad kupą mięsa rozpoznałem w niej... Pain.
- Pain!!
Zza drzewa wyszła jakaś wilczyca. Z pyska kapała jej krew. W oczach wypełnionych szaleńczym blaskiem rozpoznałem Renn.
- Zabiłaś ją??  -spytałem zszokowany
W odpowiedzi wadera uśmiechnęła się krzywo po czym obniżała pysk.
- O nie!  Nie zjesz jej! Wara stąd -rzuciłem w waderę patykiem.

Renn? Sorry za to "malutkie"opóźnienie

Od Ashton'a cd Pain

Brak komentarzy:

Stałem jak zamurowany próbując stłumić żarzący się w mojej duszy gniew.
Jak ona mogła? Jak śmiała na moich oczach zrobić coś takiego?
- Wracaj tu! -krzyknąłem i rzuciłem się w pościg.
Wadera śmiała się jak oszalała wrzucając do pyska ostatnie misiaczki. Przegięcie. Opętany szałem wyskoczyłem w powietrze i wylądowałem na dziewczynie wciskając ją w śnieg.
- Oddaj mi je! Oddawaj moje dzieci!!
Złapałem ją wokół brzucha i ścisnąłem chcąc by zwróciła moją własność. Ku mojej uciesze wadera odkaszlnęła i wypluła żelka.
Puściłem wilczyce i podbiegłem do misia. Na wpół strawiony nadal uśmiechał się do mnie mimo, że cały był w ślinie i... Innych wydzielinach z brzucha jego niedoszłej morderczyni.
- Nie krępuj się -zaśmiała się Pain- Jedz.
Wziąłem do łapy garstkę śniegu i przykryłem misia po czym zmiażdżyłem Pain spojrzeniem.
- Nigdy więcej kanibalko! -znów przycisnąłem waderę do ziemi- Przeproś go! Teraz! Idź i przeproś!

Pain?  XD

Od Ansela cd Pain

Brak komentarzy:

Trochę się zawiodłem, że dziewczyna tak szybko się zmyła. Nadal nie mogłem znaleźć tu nikogo znajomego, więc jej towarzystwo bardzo poprawiło by mi humor. Nie wiedząc co ze sobą zrobić ruszyłem ulicą w stronę lasu.

***

Depcząc zbity śnieg słuchałem jak chrzęści mi pod nogami. Musiałem jak najszybciej znaleźć jakąś jaskinie inaczej zamarznę. Rozglądałem się na boki wciskając ręce tak głęboko w kieszenie, że omal nie przedziurawiłem materiału. W końcu zdecydowałem się spać pod drzewem. Zmieniłem się w wilka i odgarnąłem ogonem śniegowy puch po czym zwinięty w ciasny kłębek zasnąłem.

Pain? (Nie wdepnij we mnie jak będziesz schodzić na dół XD)

Od Pain Cd Ansel

Brak komentarzy:
- No dobra... - westchnęłam, zaciskając dłonie w pięści i tłumiąc płomienie, aż te w końcu zgasły i zniknęły.
- Nie jesteś stąd, prawda? - zapytałam nie odrywając wzroku od idącego obok mnie bruneta.
- Nie. Kuzyn mnie tu ściągnął.
Zamyśliłam się. Kto z watahy mógłby ściągać nowych członków z całkiem innych terenów?
- Ashton - zaśmiałam się.
- Skąd wiesz? - teraz to on wpatrywał się we mnie.
- To mój przyjaciel, znamy się kupę lat. - odparłam uśmiechając się lekko na wspomnienie wiecznie roześmianego blondyna.
Spuściłam wzrok i wpatrywałam się w kamień, który kopałam przed sobą. Było ciemno, do tego zimno... najchętniej cała stanęłabym w płomieniach, ale obawiałam się, że chłopak uzna mnie za dziwną.
Jezu, Pain, od kiedy zależało ci na opinii innych na twój temat?
- Hm... muszę już iść. Do zobaczenia - uśmiechnęłam się przyjacielsko i skręciłam w jedną z uliczek, którymi mogłam bezpiecznie dotrzeć do mojego domku w środku lasu.

*   *   *

Wgramoliłam się na jedno z większych drzew w lesie, akurat na to, na którym znajdowało się moje lokum. Stojąc na bujającej się gałęzi pchnęłam drzwi, a te z głośnym piskiem uchyliły się. Weszłam do środka, zamykając je za sobą, jako wilk ułożyłam się w najciemniejszym kącie i zasnęłam.

Ansel?

Od Ansela cd Pain

Brak komentarzy:

Odwzajemniłem uśmiech dziewczyny lecz nie zamówiłem niczego. Przyszedłem tu w innym celu. Musiałem znaleźć swojego przygłupiego kuzyna, a to miejsce byłoby chyba jedynym w jakim o tej porze mógł przebywać. Rozejrzałem się uważnie jednak samo to, że nie rzucił mi się w oczy od razu świadczyło, że po prostu go tam nie ma. Gdyby tam był stoły już dawno przedziurawiłyby sufit. Westchnąłem i wyszedłem z klubu rzucając krótkie spojrzenie dziewczynie za ladą. Współczułem jej obsługiwania takich łysych dziadów przelewających ostatnie pieniądze na alkohol choć sam miałem identyczną pracę i ją lubiłem.

***
Przeszukując miasto zacząłem nabierać wątpliwości czy wogóle są tu jakieś inne wilki oprócz mnie. W głowie cały czas miałem słówa Ashton'a "Dołącz, będzie zajebiście. Tyle już tu wilków jest". No tak, normalnie całe miasto przeludnione magicznymi waderami i basiorami potrafiącymi zmieniać się w ludzi. Szkoda, że tak świetnie się maskują.
Pogrążony w myślach uderzyłem o coś... A raczej o kogoś. Cofnąłem się kilka kroków w tył a wtedy u moich nóg wylądowały płomienie. Ogniste języki wiły się przed chwilę po czym z sykiem zgasły tworząc na chodniku dwa nieośnieżone okręgi. Cofnąłem się dodatkowy krok w tył w razie gdyby ogień miał zamiar znów zapłonąć a następnie zmierzyłem wzrokiem przyczynę całego tego zajścia. Dziewczyna. Piękna, szczupła barmanka o hipnotyzującym spojrzeniu, którą miałem okazję dziś spotkać.
- Jak to zrobiłaś? -spytałem choć domyślałem się jaka będzie odpowiedź- Jesteś jedną z nich?
Nieznajoma wpatrywała się we mnie jakby oceniając czy powinna zdradzić mi swą prawdziwą tożsamość.
- Wiem, że nią jesteś. Waderą z tutejszej watahy prawda?
- Ty też? -spytała nie kryjąc zaskoczenia
- Tak. Szukam was przez cały wieczór. Ansel -przedstawiłem się dziewczynie.
- Pain -odparła i wyciągnęła rękę na powitanie jednak udałem że tego nie widzę i ruszyłem na przód. Pain chwilę potem dogoniła mnie. W rękach znów miała ogniste płomienie.
Dmuchnąłem na jej rękę chcąc je zgasić lecz nic się stało po za tym, że dziewczyna zaśmiała się czując jak podmuch połaskotał ją po dłoni.
- Zgaś to -mruknąłem
- Dlaczego? -spytała nadal rozbawiona
- Zobaczą nas -wyjaśniłem co oczywiście było kłamstwem.

Pain?

Od Pain Cd Ansel

Brak komentarzy:
Klub nocny był dobrym miejscem, jeżeli chciało się zawrzeć jakieś nowe znajomości. Mimo tego, że wielu gości wyprowadzało mnie z równowagi, lubiłam tą pracę. Lubiłam stać za barem i przyrządzać drinki, które duża ilość społeczeństwa uważała za najlepsze w mieście. No i nie da się ukryć, że gdy kilku przystojniaków postawiło mi alkohol, wychodziłam z pomieszczenia totalnie pijana i ledwo doczołgiwałam się do domku na drzewie w środku lasu, w którym mieszkałam już od pewnego czasu.
- whisky proszę - jeden z facetów siedzących przy barze wyciągnął banknoty w moją stronę, składając tym samym zamówienie.
- Już się robi - uśmiechnęłam się lekko odbierając pieniądze i napełniłam kufel napojem. W tej pracy trzeba było być miłym dla wszystkich, nawet dla bezczelnie flirtujących z tobą typków. Ale jeżeli taki typek zaczął cię obmacywać... miało się pełne prawo takiemu przywalić, a później ochrona o zgarniała. No chyba, że laska nie miała nic przeciwko temu.
Nagle do baru podszedł nieznany mi nawet z widzenia chłopak. Wysoki, był dumnym posiadaczem ciemnych, pozostawionych w nieładzie gęstych włosów. Przypatrywałam mu się, gdy zajął miejsce przy barze naprzeciwko mnie.
- co podać? - uśmiechnęłam się ciepło wyczekując na zamówienie.
- na razie nic. - odwzajemnił gest i zaczął się rozglądać. Ciekawiło mnie, skąd pochodzi. Na pewno tutaj nie mieszkał, a gdyby jednak, musiałam zobaczyć go chociażby raz w życiu.
Nic takiego nie miało miejsca. Był zupełnie obcy. I dziwny na swój sposób.
Coś jak ja. Może jesteśmy do siebie w jakiś sposób podobni? Może on też potrafi zamieniać się w wilka i posiada nadludzkie zdolności, jak na przykład lewitacja?
Ale przecież nie zacznę na starcie o wszystko go wypytywać.

*   *   *

Właśnie skończyłam pracę. Przemierzałam ulice miasta ze słuchawkami w uszach i kapturze naciągniętym na głowę, nie chciałam nikogo wystraszyć moim spojrzeniem. Noc była czasem, w którym budziłam się do życia, w przeciwieństwie do większości ludzi.
Skręciłam w ciemną uliczkę, gdzie spokojnie mogłam rozniecić płomyki. Zrobiło mi się zimno, a takie ogniki umieszczałam pod rękawami bluzy. Ale dlaczego nie podpalałam się? To proste. Jeżeli nie chcę czegoś podpalić wystarczy, że rzucę odpowiednie zaklęcie, a ja sama odporna byłam na ogień.
Ponownie wyszłam na ulicę, aż nale na kogoś wpadłam.
Płomienie ognia wypadły z rękawów mojej bluzy i spadły na zmoczony deszczem chodnik, zanikając.
Podniosłam wzrok. Przede mną stał chłopak, którego zauważyłam w klubie.

Ansel?

Od Pain Cd Ashton

Brak komentarzy:
Spojrzałam uważnie na folię obwiązaną wokół łapy. Zatrzyma krwawienie na jakiś czas, ale będę musiała znaleźć coś lepszego.
- Co ty tutaj robisz? - zapytał w końcu, siadając naprzeciwko i przyglądając mi się uważnie.
- A jak myślisz? Nie jestem waderą, która potrzebuje watahy. Potrafię sobie radzić sama i... można powiedzieć, że od upadku SLK podróżuję. Jak już zauważyłeś, zmieniłam tożsamość, wygląd zewnętrzny i w ogóle mój charakter się zmienił.
- A to ciekawe, bo SLK właśnie powstało na nowo - uśmiechnął się głupkowato i znowu zaczął zamiatać ogonem z prędkością światła - i uwaga... jestem alfą!
W tej chwili nie wiedziałam, czy zacząć się śmiać, czy płakać. Skończyło się na tym, że stałam jak zamurowana i wpatrywałam się w jakiś odległy punkt za horyzontem.
- Ty jesteś alfą, czy ja dobrze słyszałam?
- Tak, jestem alfą. Dołączysz? DOŁĄCZ! DOŁĄCZ! DOŁĄCZ! - zaczął drzeć się tak, że popłoszył wszystkie ptaki w okolicy.
- No dobra, ale musisz podzielić się ze mną żelkami! - uśmiechnęłam się wrednie. Basior wyraźnie wahał się, co w takiej sytuacji zrobić. Po chwili jednak niepewnie wyciągnął łapę z paczką w moim kierunku, w każdej chwili gotów odskoczyć.
- Ale tylko jednego... - spiorunował mnie wzrokiem.
Włożyłam łapę do paczki, a ta przyjemnie zaszeleściła. Zacisnęłam łapę w pięść i wyciągnęłam jej zawartość z paczki.
- Ups... wzięło mi się więcej - zaśmiałam się i kuśtykając zaczęłam uciekać, wrzucając do pyska co kilka kroków jednego żelka.

Ashton?

Od Ashtona cd Pain

Brak komentarzy:

Przestałem na chwilę machać ogonem zamyślając się jakby to pachniały kwiatki od spodu... Konieczne muszę to sprawdzić.
- Ashton! Ja nadal się tu wykrawiam! -jęknęła Sophia, a raczej Pain spoglądając na wodospad czerwonego bólu lejącego się z jej łapy.
- Wiesz co? O tym porze roku to sobie co najwyżej powąchasz od spodu mogę nogi
Zniecierpliwiona wadera rzuciła płomienną kulą w moją stronę. Uchyliłem przed ciosem unikając tym samym spalenia ucha.
- Bądź grzeczną dziewczynką -zacmokałem i podszedłem do niej- Podaj łapkę.
Pain wywróciła oczami i podała mi kończynę tak gwałtownie, że krew oblała moje futro.
- Chcę ci tylko powiedzieć, że nigdy nie byłem dobry w ratowaniu ludzi... Tak na wypadek gdybyś odeszła wąchać kwiatki...
- Pomocy! Napalony zbok próbuje mnie zabić!!!
Zamknąłem dziewczynie pysk i zabrałem łapy dopiero gdy przestała się drzeć.
- Okey, okey już pomagam
Rozejrzałem się wokół w poszukiwaniu czegoś co mogłoby się nadać jako bandaż. Wtedy jakieś 200 metrów dalej zauważyłem małą, drewnianą chatę.
- Uhuhu zaraz wracam! -pomknąłem w stronę budynku.
Był pusty. A w każdym razie nikogo nie było w salonie do którego zajrzałem przez okno. Nie widziałem tak nic ciekawego po za martwymi, wypchanymi zwierztami na ścianach i nożem na stole. Już miałem odejść i okrążyć w poszukiwaniu innego pomieszczenia gdy JE zauważyłem. Patrzyły na mnie małymi szklistymi oczami, błyszcząc futerkiem. Oblizałem się i sięgnąłem ręką po najwspanialszy wynalazek ludzkości. Żelki. Małe słodkie misie.... No i sznurek, niech Pain też coś z tego ma.
Wracając pod drzewo gdzie zostawiłem ledwo żyjąca koleżankę zdążyłem zjeść już 3/4 paczki.
- Co?! Ja tu umieram a ty sobie żresz? -warknęła
Uniosłem łapę do góry chcąc by zaczekała i nie próbowała mnie usmażyć. Gdy opróżniłem opakowanie usiadłem przed nią i przyłożyłem foliową paczkę do rany. Zauważyłem, że część krwi zniknęła a sądząc po zakrwawionym pysku wadery musiała ją zlizać.
Obwiązałem łapę i folię sznurkiem i przyjrzałem się swojemu dziełu.
- Ktoś tu zasłużył na naklejkę dzielnego pacjenta -uśmiechnąłem się zaciekawiony jakie odgłosy będzie wydawać na paczuszka podczas chodzenia.

Pain??

Od Pain Cd Ashton

Brak komentarzy:
- aua! cholera! - wrzasnęłam, gdy wdeptałam w jakąś cholerną, kującą roślinkę. Dla pewności odsunęłam się kilka kroków i usiadłam na śniegu zwijając się z bólu. Uniosłam przednią łapę i zajrzałam pod spód. W miejscu pulsującego bólu znajdował się wielki, ostry kolec, a krew powoli ściekała w dół łapy i opadała na śnieżnobiały puch.
No i co, mam to teraz wyciągnąć? Ugh, jak to strasznie boli...
Skomląc, uniosłam łapę i chwyciłam zębami dany kolec, następnie pociągnęłam mocno. Rana zaczęła jeszcze bardziej krwawić, plamiąc nieskazitelną, białą kołderkę. 
Trzeba będzie jakoś doczołgać się do jaskini.
Wytrwale przemierzałam las, jednak brakowało mi sił, a ta rana była nie do zniesienia. Zostawiałam za sobą krwawe ślady, a zgłodniałe, zdziczałe psy chętnie zjadłyby świeże mięsko z młodej, szczuplutkiej wadery.
W pewnym momencie bezwładnie zsunęłam się po pniu pobliskiego drzewa, próbując jakoś utrzymać się na nogach. Słabo mi to jednak wychodziło.
Ból przeszywał całą moją kończynę, która mrowiła mnie i była odrętwiała. Sprawa wyglądałaby lepiej, gdyby nie było aż tak dużego mrozu. 
- Ej, ty tam u góry, chcę jeszcze trochę pożyć! - zawyłam unosząc głowę. Moja irytacja powoli dosięgała swoich szczytów. Czując, że robi mi się coraz zimniej, obok rozpaliłam dość spory płomień. Przyjemne ciepło otuliło moje ciało, a mnie samą przeszył przyjemny dreszczyk. Zmrużyłam oczy i zamruczałam, powoli rozluźniałam mięśnie i totalnie zapomniałam o krwawiącej jak szalona ranie. 
- Ej, ty! - ktoś krzyczał. 
Uniosłam jedną powiekę. Ej, halo, ten gościu po drugiej stronie wołał do mnie?
- Ja? - zapytałam z głupkowatym zdziwieniem, by po chwili zacząć się z siebie śmiać.
- Nie, ksiądz - dana postać wywróciła oczami i szybko do mnie podbiegła - zaraz się wykrwawisz.
- no i co mnie to obchodzi? - głupi uśmieszek nie schodził mi z twarzy.
- no i umrzesz - parsknął.
- no i co z tego?
Wyraźnie zdezorientowany basior przyglądał się chwilę moim głębokim, czarnym oczom. Ciekawe, co sobie teraz o mnie myślał...
- Sophia? - wstrzymał oddech, nie spuszczając wzroku z moich oczu.
- Jaka Sophia? Co ty pierdolisz? - prychnęłam śmiechem. - Pain jestem.
- Ale...
- Co? Nie mam na imię Sophia. W sumie, mam wiele imion, ale to szczegół.
- To ty, jestem przekonany! Sophia, kupę lat! - rzucił mi się na szyję a ja całkowicie zgłupiałam. Jakiś obcy basior uważał, że mnie zna, do tego mocno mnie do siebie przytulał.
- aua! koleś, uważaj trochę - jęknęłam, gdy musnął rany na mojej łapie.
- Nie żaden koleś! Gdzie ty byłaś? - jego ogon merdał tak szybko, że mój wzrok za nim nie nadążał. Jak on to robił? Też tak chcę!
- Koleś, chyba mnie z kimś pomyliłeś - uśmiechnęłam się z politowaniem.
- Nie sądzę. I nie żaden koleś!
- No więc, jak masz na imię, koleś? - uśmiechnęłam się złośliwie.
- Ashton! Ashton jestem! Jak możesz mnie nie pamiętać, Yui?! - rozgorączkowany poderwał się na wszystkie cztery łapy - te oczy poznałbym wszędzie, nawet za sto lat!
Hm... chwila. Ashton, to mi coś mówiło. I nie wiem dlaczego, ale to imię kojarzyło mi się z balangą, ćpaniem, chlaniem i w ogóle. 
- Ash! - krzyknęłam niczym mała dziewczynka rozpakowująca swoje prezenty gwiazdkowe. Wtedy jednak przypomniałam sobie o mojej łapie.
- Zamiast tak gadać, pomógłbyś mi - spojrzałam na niego z wyrzutem - zaraz się wykrwawię i nie będzie Pain. Pain będzie wąchała kwiatki od spodu!

Ashton? 

niedziela, 29 stycznia 2017

Od Pain C.D Ktoś

Brak komentarzy:
- Spierdalaj! - wrzasnęłam, gdy jakiś napaleniec złapią mnie za tyłek.
- nie tak ostro - mruknął kładąc ręce na mojej talii i niebezpiecznie zbliżając swoje usta do mojej szyi. Czułam dobiegający z jego ust zapach wódki. W ogóle cały śmierdział alkoholem.
- jeszcze raz mnie dotkniesz, to gorzej tego pożałujesz - odskoczyłam w bok piorunując to wzrokiem.
- masz piękne oczy - szepnął słuchając mi swój język do moich ust. To chyba miał być pocałunek.
Odsunęłam się gwałtownie i z całej siły przywaliłam mu w pysk. Następnie kopnęłam go w krocze i dumnie odmaszerowałam.
Takich typów wręcz nienawidziłam. Nie miałam nic przeciwko niewinnym pocałunkom na kanapach klubu nocnego i niewinny igraszkom, jednak moim wybrankiem nie mógł być stary, śmierdzący menel. Byłam partią dla kogoś lepszego.
Usunęłam się na obrzeża miasta, następnie wstąpiłam do ogromnego, opustoszałego lasu. By po drodze nie pozabijać się o korzenie drzew, wyczarowałam mały płomyk ognia, który za zadanie miał oświetlać mi drogę. Oparłam się o jedno z drzew i westchnęłam ciężko. Praca w klubie nocnym miała swoje plusy, ale również posiadała minusy. Jednym z przykładów wad było właśnie napastowanie przez schlanych w trupa samotnych 40 latków. 
Nagle do moich uszu dobiegł odgłos łamanych gałęzi, a po chwili przede mną wyrósł obcy wilk. Warczał groźnie, w każdej chwili do ataku. Gdy nie wystraszyłam się, w jego oczach dojrzałam przebłysk zmieszania.
- spokojnie - zaśmiałam się. Wtedy jednak chyba zwierzę stwierdziło, że jestem chora psychicznie i zignorowało moje słowa. Nie ryzykując dłużej zmieniłam swój postać, P czym zamiatając ogonem usiadłam ed zbitym z tropu basiorem. 
- Pain, miło poznać - zaśmiałam się obdarzając basiora moim silnym spojrzeniem.

Jakiś basior?

Pain

Brak komentarzy:


Witamy cię w watasze! 

Od Ashton'a do Beatrice

Brak komentarzy:

Słysząc w głosie dziewczyny wściekłość i jednocześnie lekką panikę roześmiałam się. Zupełnie nie rozumiałem dlaczego się na mnie drze. Tylko śledziłem ją jakiś kwadrans i złapałem ją za rękę. Późno w nocy. Na dość wyludnionej uliczce...
- Eh... Ale ty chyba nie myślisz, że chcę cię zgwałcić albo coś? -parsknąłem rozbawiony.
Niebieskowłosa najpierw spojrzała na mnie jak na debila a potem znów szarpnęła ręką próbując się wyrwać z uścisku.
- Puszczaj mnie! Nie obchodzi mnie co masz zamiar ze mną zrobić ale jeśli nie puścisz zaraz mojej ręki to ostro przerysuję ci ryj!
Tak. To z pewnością była ona. Wilczyca o ciemnym futrze i błękitnych włosach. Zwolniłem uścisk i nienaturalnie wyszczerzony wpatrywałem się w nią. Musi mnie rozpoznać. Jeszcze chwila.. Jeszcze moment.... Z podekscytowania o mało nie zacząłem machać ogonem. A raczej tyłkiem, bo byłem w ludzkiej postaci.
Ku mojemu rozczarowaniu dziewczyna nie wydawała się być chętna zgadywać kim jestem. Ani w ogóle rozmawiać. Szybkim krokiem popędziła przed siebie.
- Stoj!!!!  Novi! To przecież ja!! Ashton!! -rozejrzałem się po okolicy i nie widząc żywej duszy przemieniłem się w wilka.
Wyprzedziłem dziewczynę i rzuciłem się na nią po czym zacząłem lizać po twarzy.
- Może ty mnie nie poznajesz ale ja cię skądś znam Novi.

Beatrice? No niestety ja również nie mam dziś fontanny pomysłów

Od Renn CD Anel

Brak komentarzy:
- JIGGLYPUFF!? - wrzasnęłam, patrząc w powietrze znajdujące się obok różowej. Ten pokemon musi tam być! - One są ekstremalnie rzadkie w tej okolicy! Złapię cię! - krzyknęłam, i wyjęłam z kieszeni pokekulkę. Przyjrzałam się jej, mamrocząc jakieś tam zaklęcia na szczęście, i rzuciłam. Kulka odbiła się od powietrza, i upadła na ziemię. Chwilę się potrzęsła, ale w końcu ustała.
- Co ty zrobiłaś!? - wrzasnęła różowa, i usiłowała otworzyć kulkę.
- To na nic! Tylko ja mogę ją stamtąd wydostać! - uśmiechnęłam się triumfalnie. Mam jigglypuffa!
- To to zrób i mi ją oddaj! - wrzasnęła, rzucając we mnie pokekulką.
- Nie ma mowy! Ale jeśli ma wysokie cp, to może ją zeewoluuje, jak zbiorę cuksy. - uśmiechnęłam się, otwierając kulkę. Teraz oto ten pokemon należy do mnie!
- Kitty! Dzięki bogu... - różowa westchnęła z ulgą. Zaś ja na to:
- Jigglypuff, wracaj! - wrzasnęłam, i otworzyłam pokekulkę. Nie wiem czy wrócił, ale pewnie tak.
Anel? XD

Od Beatrice Do Ashton'a

Brak komentarzy:
Wróciłam do domu, zmęczona dniem, który przeżyłam od rana. Słońce zachodziło, wlewać do mojego mieszkania pomarańczową poświatę. Nie miałam teraz na nic ochoty, a jedyne co mogła bym w tym momencie zrobić, to wziąć długi zimny prysznic a po nim, do późna posiedzieć z moim laptopem. Niestety, dziś o 22:30, czekało na mnie zlecenie. Miałam zaśpiewać w jednym z nowo otwartego baru, gdzie odbędzie się impreza na pierwsze wrażenie. Nie miałam najmiejszej ochoty tam iść, jednak pieniądze nie przyjdą do mnie same. Jedzenie wymaga poświęceń. Jedyne więc do zrobiłam, to poszłam pod prysznic by się odświeżyć przed występem a po nim dobrał sobie odpowiednie ciuchy. Kiedy zostałam zaproszona do tego lokalu, nie sprawiał byle jakiego wrażenia. Wyglądał nowocześnie, ale jednocześnie z klasą, więc nie mogłam się ubrać w byle co. Ostatecznie trafiło na białą, zwyczajną koszulkę, która jednak miała ciut za duży dekolt. Bluzkę połączyłam ze zwykłymi czarnymi rurkami, które podkreślały zgrabne nogi. By dodać pazura tej "zwyczajnej kreacji", postanowiłam założyć czerwone szpilki, które to idealnie podsumowały. Wyszłam godzinę wszelkiej by przygotować się przed spektaklem jak i dostać ostatnie szczegóły od właściciela lokalu.
***
Weszłam na scenę, a przede mną panował tłok. Dopiero po dłuższej chwili ludzie zorientowali się, że stoję na scenie. Przedstawiam się jako Novi, każdy wiedział, że to moje imię teatralne, jednak nikt nie wiedział, że to i imię pod postacią wilka. Widoczna teraz byłam tylko ja, tak by skupić na mojej osobie uwagę. Miło, że właściciel tak to zaplanował, od razu było mi lepiej na sercu. Po chwili zaczęłam śpiewać, idealnie zgrywając się z melodią. Piosenka zaczynała się spokojnie i dopiero później robiła się energiczna, pozwalając ludzią tańczyć ma parkiecie. Zaśpiewałam dobre pięć piosenek. Tak około 1:00 w nocy, wyszłam z lokalu, gdzie nadal panowała udana impreza. Dostałam sowite wynagrodzenie z czego byłam naprawdę zadowolona, z uśmiechem wracałam do domu. Zdjęłam obcasy, by moje stopy nie przeżywały katuszy. Zmęczona, nie zwróciłam uwagi na osobę, która szła za mną już od kąt wyszłam z lokalu.
Odwróciłam się, a osoba ta była praktycznie obok mnie. Mężczyzna był ode mnie wyższy i uważnie na mnie patrzył z góry. Przechylił zabawnie głowę, uśmiechając się.
 - Wydaje mi się, że Cię dziś już widziałem - powiedział po chwili milczenia. Po chwili dopiero, po namyśle powiedziałam spokojnie.
 - Nie wydaje mi się, proszę za mną nie iść - powiedziałam stanowczo. On złapał mnie za nadgarstek, co lekko zabolało bo chwyt był zbyt mocny.
 - Te niebieskie włosy, to dziś gdzieś widziałem... Novi.
Stałam jedynie, nie wiedząc co mam zrobić. Szarpnęłam się, chcąc oswobodzić się z żelaznego uścisku, jednak na marne. Nie zdentyfikowany osobnik, dalej mi się przyglądał.
 - Puść mnie! - warkłam ostro, sama patrząc ma oczy chłopaka.

Ashton? Przepraszam, że takie denne, ale wena mnie puściła ; <

Od Anel cd Renn

Brak komentarzy:
- O czym ty w ogóle mówisz? - spojrzałam na nią pytająco. - Ktoś przyszedł z Narnii i to wszystko opisał?
Teraz ona patrzyła na mnie jak na świra.
- Jasne że tak, różowa! Łapaj! - i rzuciła siedem książek o Narnii w moją stronę.
- Kitty, ktoś jednak stamtąd wyszedł! - krzyknęłam uradowana łapiąc książki.
-Trzeba znaleźć tę osobę! Ale najpierw pokemony!
- Znajdziemy tego komu udało się wyjść, a teraz wypuszczaj pokemony!
- Nie!
- Nie mogło stać się aż tyle odkąd wyszłyśmy z Narnii. - zwróciłam się do Finny.
- Co ty? W Narnii byłaś? - zapytała ze śmiechem.
- Jasne, że tak! Tam Finny poznałam. Ona jest tak na prawdę ze świata pokemonów. Nazywa się Jigglypuff! A ty uwięziłaś jej przyjaciół!


Renn??

Od Renn CD Anel

Brak komentarzy:
- Hej Aneeeeeeeeeeel! - pomachałam jej ręką że ta prawie mi odpadła, a w drugiej trzymałam telefon.
- Reniaczek? - palnęła dziewczyna, gapiąc się na mnie. Kiwnęłam głową.
- Należę do watahy, cnie!? - uśmiechnęłam się szeroko, jak wariatka.
- To ty! Uwięziłaś przyjaciół Kitty w telefonie! Te tam, Pikacheły! - wrzasnęła różowowłosa, i wlepiła wzrok w mój biedny telefon.
- Tak! Uwięziłam Pokemony w telefonie! BUA HA HA! - roześmiałam się na cały las, mówiąc to co mi ślina na język przyniesie. Oczywiście ich nie uwięziłam, tylko złapałam! Ale kogo obchodzą szczegóły, cnie?
- Wypuść je! To przyjaciele Kitty! - pisnęła, próbując wyrwać mi telefon.
- Nie mogę! Inaczej nie będę już złym charakterem w tym opowiadaniu! - rzekłam, robiąc smutne oczka.
- Złym charakterem? Oż ty, czekaj! Czyli to TY rozpoczęłaś wieczną zimę w Narnii, i dlatego weszłaś do tej szafy! - wrzasnęła, i przestała wyrywać mi telefon. Stała tam tylko, patrząc na mnie jak na wariatkę.
- No wiesz ty co? Biała Czarownica dostała się do Narnii, bo Digory i jak jej tam... Julka to była? Przeciągnęli ją z innego świata do nowo narodzonej Narnii! Nie czytałaś wszystkich książek czy co? - poprawiłam ją, patrząc na nią oskarżycielsko.
Anel?

Od Anel cd Renn

Brak komentarzy:
Dziewczyna wlazła do szafy, co ona? Do Narni idzie?
-Anel! Ona uwięziła moich przyjaciół w telefonie! Musimy ją znaleźć! - wrzasnęła piskliwym głosikiem kotka.
- A co ja mogę? Poszła do Narni. - odparłam.
-Mam ochotę na coś słodkiego. 
- To bardzo dobrze bo ja też. - odparłam ucieszona.
Niestety moja moc odmówiła posłuszeństwa i musiałam iść do sklepu. Wstąpiłam do jednej z cukierni. Aż nie chciało mi się stamtąd wychodzić. Oczywiście sprzedawczyni gapiła się na mnie jak na świra kiedy rozmawiałam z Kitty, oni nic nie rozumieli. Nagle do cukierni wbiegł Izumi, powiedział, że znalazł miejsce, w którym nie zamkną mnie i wyciągnął siłą z cukierni płacąc za moje zakupy. Dociągnął mnie do jakiegoś lasu, potem zmieniliśmy się w wilki aby było szybciej. Doprowadził mnie do jakieś watahy, a raczej do alfy tejże watahy.
-Anel, zostańmy tutaj. - zaproponowała Kitty.
- Jestem za. Chodź przejdziemy się. - powiedziałam.
Ruszyłyśmy oglądając tereny nowej watahy, aż na swojej drodze nie spotkałam jakiejś wilczycy.
- No witaj. - zawołałam do niej przyjaźnie.
-Anel, ona mi przypomina tę dziewczynę, która uwięziła pokemony. 
- Gadasz głupoty Finny. - powiedziałam do duszka.


Renn? xD

Od Renn CD Anel

Brak komentarzy:
- To Pichu się zwie. - burknęłam, spoglądając na nią z ukosa. - Wykluł mi się. - pokazałam jej ekran telefonu, na którym widniał wesoły, nowowykluty Pichuś.
- Eeee... Uwięziłaś pokemony w telefonie? - spytała różowowłosa, gapiąc się na mój telefon. Przewróciłam oczami. Jak ktoś może nie wiedzieć, co to jest Pokemon Go? Przecież musiała o tym słyszeć przynajmniej.
- Nie, to gra, istoto jakaś tam. Pokemon Go się to zwie. - powiedziałam. - Vulpix! - pisnęłam, paczając na pokemona który właśnie mi się pokazał.
- Co? - mruknęła Anel, gapiąc się mi w telefon jak łapałam kilkuogoniaste stworzonko.
- Yeah! Mam już 50 cuksów dla Vulpixa! Mogę go ewoluować! - uśmiechnęłam się, jednak nagle znajoma napisała mi na whatsapie... Coś.
- Eeeee? - Anel gapiła się na mnie, niezbyt rozumiejąc o co mi do świętej anielki chodzi.
- Ja już spadam, pa! - weszłam do sklepu, w którym mam umieszczoną pewną szafę, jednak różowowłosa poszła za mną.
- Gdzie idziesz!? - spytała, łapiąc mnie za rękę. Wyrwałam się jej, i weszłam do szafy. Zamykając drzwiczki pomachałam jej.
- Miło było, ale ja już się żegnam! - uśmiechnęłam się, i zamknęłam szafę. Odczekałam parę sekund i wyszłam. Los zadecydował (moja magia którą kiedyś wbiłam do tej szafy zadecydowała) iż trafię właśnie do mojej przyjaciółki! (XD)

Anel?  XD

Od Anel cd Renn

Brak komentarzy:
Znów przeprowadziłam się z bratem, tym razem trafiliśmy do miejsca, w którym może byłoby inaczej. Gdzie nie zamknięto by mnie. Oni sami powinni się leczyć! Izumi nie chciał iść ze mną, czasami jest zbyt bojaźliwy. Dlatego sama poszłam rozejrzeć się po nowym miejscu. Idąc miastem usłyszałam jak ktoś się drze.
-PICHU MI SIĘ WYKLUŁ!
-Mówią chyba o Pikachu. - odezwała się Kitty.
-Sprawdzę to. - uśmiechnęłam się do kotki. - Co to Pichu? - podeszłam do dziewczyny, która krzyczała. Miała ciemnofioletowe włosy, byłą wysoka, na pewno wyższa ode mnie.
-JAK TO CO TO PICHU?! - wykrzyczała. - TO POKEMON!
-Kitty, ten twój Pikachu czy jak on tam ma to ten pokemon? - zwróciłam się do ducha.
-Tak. Na pewno o niego chodzi. Tylko co on robi na ziemi? 
-Z kim ty gadasz? - zapytała.
-Z Finny. A tak w ogóle to Anel jestem. - uśmiechnęłam się.
-Renn.
-Anel, zapytaj się jej skąd ma Pikachu. 
-Finny każe mi się zapytać skąd masz tego... Pikachu?


Renn?

Anel

Brak komentarzy:
Nasza druga alfa! 

Od Renn

Brak komentarzy:
Obudziłam się... Obudziłam się... Ej, gdzie ja jestem?
- Eeee? - wrzasnęłam, rozglądając się. Psychiatryk? ZNOWU!?
- Panienko Renn, obudziłaś się? - usłyszałam stłumiony przez drzwi głos.
- Nie. - burknęłam. - Gadam z tobą, śpiąc. - wiedziałam, że nie polepszam swojej sytuacji. Jednak, mało mnie to obchodziło. Włączyłam Pokemon Go, w nadziei że jest tu parę pokemonów... Nie zawiodłam się. Złapałam Vulpixa, parę Eggxecute i Pikachu, słodziaka. Po czym spojrzałam na stojącą w kącie szafę, której ja byłam twórcą, i weszłam do niej. Po czym wyszłam, i znajdywałam się w innym miejscu. Genialne, cnie?
~ Ileś tam czasu później ~ 
- PICHU MI SIĘ WYKLUŁ! - wrzasnęłam na całe miasto, a ludzie wokół mnie zatrzymali się wpół kroku i gapili się na mnie jak na wariatkę. Pichuś, Pichuś, Pichuś! Ostatni stworek którego mi brakowało by mieć wszystkie z drugiej generacji... 
- Co to Pichu? - pyta mnie jakiś randomowy człek. Spojrzałam na niego z niedowierzaniem. Jak można nie wiedzieć co to Pichu!? 
Ktoś? XD 

Ansel!

Brak komentarzy:

Powitajmy nowego basiora! 

Beatrice!

Brak komentarzy:


Kolejna wadera dołącza do stada! 

Renn Seakotsea Megami Anabelle!

Brak komentarzy:


Powitajmy waderę o czterech imionach! 

© Agata | WS
x x x x x x x.