Klub nocny był dobrym miejscem, jeżeli chciało się zawrzeć jakieś nowe znajomości. Mimo tego, że wielu gości wyprowadzało mnie z równowagi, lubiłam tą pracę. Lubiłam stać za barem i przyrządzać drinki, które duża ilość społeczeństwa uważała za najlepsze w mieście. No i nie da się ukryć, że gdy kilku przystojniaków postawiło mi alkohol, wychodziłam z pomieszczenia totalnie pijana i ledwo doczołgiwałam się do domku na drzewie w środku lasu, w którym mieszkałam już od pewnego czasu.
- whisky proszę - jeden z facetów siedzących przy barze wyciągnął banknoty w moją stronę, składając tym samym zamówienie.
- Już się robi - uśmiechnęłam się lekko odbierając pieniądze i napełniłam kufel napojem. W tej pracy trzeba było być miłym dla wszystkich, nawet dla bezczelnie flirtujących z tobą typków. Ale jeżeli taki typek zaczął cię obmacywać... miało się pełne prawo takiemu przywalić, a później ochrona o zgarniała. No chyba, że laska nie miała nic przeciwko temu.
Nagle do baru podszedł nieznany mi nawet z widzenia chłopak. Wysoki, był dumnym posiadaczem ciemnych, pozostawionych w nieładzie gęstych włosów. Przypatrywałam mu się, gdy zajął miejsce przy barze naprzeciwko mnie.
- co podać? - uśmiechnęłam się ciepło wyczekując na zamówienie.
- na razie nic. - odwzajemnił gest i zaczął się rozglądać. Ciekawiło mnie, skąd pochodzi. Na pewno tutaj nie mieszkał, a gdyby jednak, musiałam zobaczyć go chociażby raz w życiu.
Nic takiego nie miało miejsca. Był zupełnie obcy. I dziwny na swój sposób.
Coś jak ja. Może jesteśmy do siebie w jakiś sposób podobni? Może on też potrafi zamieniać się w wilka i posiada nadludzkie zdolności, jak na przykład lewitacja?
Ale przecież nie zacznę na starcie o wszystko go wypytywać.
* * *
Właśnie skończyłam pracę. Przemierzałam ulice miasta ze słuchawkami w uszach i kapturze naciągniętym na głowę, nie chciałam nikogo wystraszyć moim spojrzeniem. Noc była czasem, w którym budziłam się do życia, w przeciwieństwie do większości ludzi.
Skręciłam w ciemną uliczkę, gdzie spokojnie mogłam rozniecić płomyki. Zrobiło mi się zimno, a takie ogniki umieszczałam pod rękawami bluzy. Ale dlaczego nie podpalałam się? To proste. Jeżeli nie chcę czegoś podpalić wystarczy, że rzucę odpowiednie zaklęcie, a ja sama odporna byłam na ogień.
Ponownie wyszłam na ulicę, aż nale na kogoś wpadłam.
Płomienie ognia wypadły z rękawów mojej bluzy i spadły na zmoczony deszczem chodnik, zanikając.
Podniosłam wzrok. Przede mną stał chłopak, którego zauważyłam w klubie.
Ansel?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz