Odruchowo, czując ciepły język wilczura na swojej skórze zaczęłam się śmiać w niebo głosy. Próbowałam go zepchnąć, lecz na marne.
- Zejdź ze mnie! Proszę! Haha!! - próbowałam mówić, śmiejąc się. Szary wilk najwyraźniej zadowolony z siebie zszedł, merdając ogonem niczym rozweselone szczenie. Dłońmi próbowałam pozbyć się z twarzy śmierdzącej śliny basiora, jednak bez skutecznie. Mając ślinę na twarzy, nie jest to ekscytująco komfortowe uczucie. Wydęłam śmiesznie usta, w znaku nie zadowolenia. Szary wilk nadal patrzył się na mnie zaciekawionymi ślepiami, merdając wesoło ogonem. Jednak..
- Ta zniewaga, krwi wymaga! - krzykłam, i nie oglądając się, przemieniłam się w wilka, rzucając się na wilczura. Teraz ja leżałam na nim liżąc go po całej mordce. Przecież jak śmierdzieć, to śmierdzieć we dwoje! Pewnie wyglądało to dość dziwnie, lecz nie zważałam na to. Po prostu musiał poczuć smak zemsty... w tym przypadku śmierdzącej śliny. Odskoczyłam od niego zadowolona z siebie.
- Widzisz? Złośliwość nie popłaca! - powiedziałam, stając dumnie i zadzierając pysk do góry. Ten aktualnie był zajęty ocieraniem łapą swojej mordki, co naprawdę komicznie wyglądało. Nagle moje uszy wychwyciły głosy jakiś mężczyzn i momentalnie przemieniłam się w dziewczynę. Głosy należały do dwóch napakowanych dresów, którzy zmierzali w naszą stronę. Patrzyłam się na nich kontem oka. Ukucłam przy szarym basiorze głaskając go po głowie. Chciałam sprawić wrażenie, że po prostu go głaszcze. Szepnęłam wilczurowi do ucha.
- Obronisz mnie... jak coś? - powiedziałam z lekkim zmieszaniem i lękiem w głosie. Sprawdza się fakt, że niebezpiecznie chodzić po nocy ulicami naszego zacnego miasteczka. Ashton zamerdał ogonem, chcąc chyba sprawić wrażenie normalnego psa. Cóż... wyglądał na typowego wilczura, gotowego zagryźć wszystko i wszystkich, a to merdanie ogonem i radosny wyraz pyska zdecydowanie się z tym kłócił. Wstałam i ruszyłam na przeciwko rosłym mężczyzną, z nadzieją, że mnie nie zaczepią. Jak to mawiają nadzieja matką głupich...
Przechodziliśmy obok nich i w tym momencie jeden złapał mnie za nadgarstek, śmiejąc się przy tym obrzydliwie wraz ze swoim także obrzydliwym towarzyszem.
- Zostaw mnie prostaku! - krzykłam oburzona, posyłając mu mocnego kopniaka w krocze. Puścił, jednak gdy ten mnie zostawił, złapał mnie ten drugi. Już całkowicie zrezygnowana, pisnęłam gdy złapał mnie za dłonie, mocno ściskając.
- A-Ashton! - znowu podniosłam głos, jednakże tym razem pełny nadziei, że pomoc zostanie mi udzielona. Na odpowiedz, czekać długo nie musiałam.
Ashton? Przepraszam, że znowu takie denne, ale dziś miałam pierwszy dzień szkoły po feriach... rozumiesz, znowu masz ochotę pociąć się mydłem ;-;

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz