Spojrzałam uważnie na folię obwiązaną wokół łapy. Zatrzyma krwawienie na jakiś czas, ale będę musiała znaleźć coś lepszego.
- Co ty tutaj robisz? - zapytał w końcu, siadając naprzeciwko i przyglądając mi się uważnie.
- A jak myślisz? Nie jestem waderą, która potrzebuje watahy. Potrafię sobie radzić sama i... można powiedzieć, że od upadku SLK podróżuję. Jak już zauważyłeś, zmieniłam tożsamość, wygląd zewnętrzny i w ogóle mój charakter się zmienił.
- A to ciekawe, bo SLK właśnie powstało na nowo - uśmiechnął się głupkowato i znowu zaczął zamiatać ogonem z prędkością światła - i uwaga... jestem alfą!
W tej chwili nie wiedziałam, czy zacząć się śmiać, czy płakać. Skończyło się na tym, że stałam jak zamurowana i wpatrywałam się w jakiś odległy punkt za horyzontem.
- Ty jesteś alfą, czy ja dobrze słyszałam?
- Tak, jestem alfą. Dołączysz? DOŁĄCZ! DOŁĄCZ! DOŁĄCZ! - zaczął drzeć się tak, że popłoszył wszystkie ptaki w okolicy.
- No dobra, ale musisz podzielić się ze mną żelkami! - uśmiechnęłam się wrednie. Basior wyraźnie wahał się, co w takiej sytuacji zrobić. Po chwili jednak niepewnie wyciągnął łapę z paczką w moim kierunku, w każdej chwili gotów odskoczyć.
- Ale tylko jednego... - spiorunował mnie wzrokiem.
Włożyłam łapę do paczki, a ta przyjemnie zaszeleściła. Zacisnęłam łapę w pięść i wyciągnęłam jej zawartość z paczki.
- Ups... wzięło mi się więcej - zaśmiałam się i kuśtykając zaczęłam uciekać, wrzucając do pyska co kilka kroków jednego żelka.
Ashton?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz