- No dobra... - westchnęłam, zaciskając dłonie w pięści i tłumiąc płomienie, aż te w końcu zgasły i zniknęły.
- Nie jesteś stąd, prawda? - zapytałam nie odrywając wzroku od idącego obok mnie bruneta.
- Nie. Kuzyn mnie tu ściągnął.
Zamyśliłam się. Kto z watahy mógłby ściągać nowych członków z całkiem innych terenów?
- Ashton - zaśmiałam się.
- Skąd wiesz? - teraz to on wpatrywał się we mnie.
- To mój przyjaciel, znamy się kupę lat. - odparłam uśmiechając się lekko na wspomnienie wiecznie roześmianego blondyna.
Spuściłam wzrok i wpatrywałam się w kamień, który kopałam przed sobą. Było ciemno, do tego zimno... najchętniej cała stanęłabym w płomieniach, ale obawiałam się, że chłopak uzna mnie za dziwną.
Jezu, Pain, od kiedy zależało ci na opinii innych na twój temat?
- Hm... muszę już iść. Do zobaczenia - uśmiechnęłam się przyjacielsko i skręciłam w jedną z uliczek, którymi mogłam bezpiecznie dotrzeć do mojego domku w środku lasu.
* * *
Wgramoliłam się na jedno z większych drzew w lesie, akurat na to, na którym znajdowało się moje lokum. Stojąc na bujającej się gałęzi pchnęłam drzwi, a te z głośnym piskiem uchyliły się. Weszłam do środka, zamykając je za sobą, jako wilk ułożyłam się w najciemniejszym kącie i zasnęłam.
Ansel?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz